Zaprawdę powiadam wam, jam natenczas wolnym ode pańszczyzny odrabiania. Ślę przeto gołębia pocztowego ze pozdrowieniami dla ludu pracującego najjaśniejszej Rzeczpospolitej znade plaż rajskich tropikalnych nade bałtycką wodą turkusową, gdziem przybył, coby jako ciul przeze minut mendel we zimnej wodzie postać.
Tudzież, pośród palm kokosowych i koralowych atoli, co jeno we wyobraźni mej się jawią, sączę ja sobie napitki ze okowitą, przede wicherkiem fikuśnym za sarmackim parawanem się schroniwszy, rybką świeżutką trzy razy we jednem tłuszczyku podsmażaną zagryzawszy, i świeżem morskiem jodem się zaciągawszy, refleksye czynię. Takoż to bowiem u człeka nieszczęście, iże choćby leżeć raczył ku górze nabiałem i trosk żadnych natenczas nie miał, sam sobie troski owe przede kulfona przyciągnie, albowiem myśleć mu się zachciało.
Ech, gdybyż człek o niebieskich migdałach jeno myśleć raczył i o Maryni rzyci. Ale nie, do kurtyzany nędzy. Jemuż spokoju wszak zbytek, bo i po cóż człekowi ducha pokój. Po cóż mu stan, co się relaksem zowie, kiedy może umartwiać swe mózgowie trwogami różnemi i problemami, co sobie sam tworzy.
A nade czem takoż waćpan rozmyślunek czynisz, zapyta jeden z drugiem. Ano o żywocie naszym doczesnym na owem łez padole. Po cóż żywot nasz wiedziem i jakiż cel jegoż? Cóż po żywocie owem ostać się raczy i któż pamięć o żywocie naszem zachowa? Czymże żywot ów wobec potęgi wszechistnienia? Cóż poza żywotem owem? Czymże jest ów żywot nasz?
Zdurniałeś waćpan, zakrzyknie jeden z drugiem. Takiż waść filozof, jako ze koziej rzyci trąba. Każden wszak ode zawżdy pytania owe zadaje i żodyn jeszcze odpowiedzi nie poznał. Pożytecznym i doczesnym się waćpan zajmij.
I takoż myśli me zawżdy ku doczesnem owem troskom się kierują, co jakie są, każden widzi. Paczam, jako się mięsem okłada szlachta, jako szarlatani w siłę rosną, jako ksenofobya, homofobya i insze fobye na piedestale, jako szaleńcy tronu dosiadają, jako lud ode miłosierdzia odchodzi ku nieufności wobec inszych podążawszy. I kiedy na takie dictum paczam, tedy na powrót refleksya takowa przychodzi – czymże jest ów żywot nasz i jakiż cel jegoż?
Z refleksyi takowej wniosek niniejszym czynię, iże żywota celem przetrwanie jeno. Żywot wiedziem, coby żywot wieść. Po temu właśnie natenczas na plaży owej bałtyckiej bytuję, coby sztuki survivalu zaznać. Jakiż bowiem cel pośród morza parawanów, wiatrem smagany i ze piaskiem we ślepiach nabiał we zimnej wodzie moczyć przeze minut mendel? Jakiż cel przeze zachodów słońca siedem na stancji jakowejś bytować za dukaty srogie we izbie ciasnej ze podstawowemi wihajstrami jeno? Jakiż cel wihajstry niepotrzebne za dukaty srogie zakupywać, coby jeno ku pamięci były? Jakiż cel jadło tubylcze za dukaty srogie nabywać, kiedy takież ono tubylcze, jakoż my sami? Zaprawdę po temu jedynie, coby ciało i umysł hartować. Hartować przede rokiem pańskiem całem kolejnem, co nas palnie niechybnie jako obuchem siekiera. Człek nie odpoczywa. Człek do boju się sposobi.
Po prawdzie wiedzieć mi nie dano, czyż refleksya owa refleksyą jest po prawdzie, czy żem jeno nabiał przeziębił, przeto we malignie bredzę i jakowaś mózgowia mgła mnie dopadła.
Jednakowoż cóż za różnica, kiedy wszyscyśmy we mgle pobłądzeni. Nawigacyja w pole wyprowadziła, busola wariacyje czyni, a mapa nieczytelna.
O drogę by zapytał, ale któż by tam pytał obcego.






Komentarze obsługiwane przez CComment