Lato w tym roku jest opalizujące jak perła na równiku. Gorące, parzące wręcz, szczególnie jeśli ktoś wybrał się na południe. Tam wielkie pożary, a wulkan Etna wylewa swą lawę na śmiałków, którzy by znaleźli się w jego najbliższym promieniu. Pachnie przygodą i grozą.
Przygodą było zaćmienie słońca. W pełnej wersji można je było obejrzeć w Hiszpanii, w wersji częściowej także w Polsce. Zrobiło to i tak wielkie wrażenie na naszych rodakach, do tego stopnia, że prezenterka telewizji Republika Danuta Holecka zapomniała na śmierć, że to Madryt jest stolicą Hiszpanii, a nie Majorka, jak sugerowała. Zaś mecenas Giertych, kiedyś minister edukacji w rządzie PiS, zaczął sobie nagle przypominać wszystkie błędy, które popełnił gdy był w tym rządzie: wykluczający język, złe podręczniki, ocenę z religii wliczaną do średniej na maturze, etc. Pamiętam jak walczył z Gombrowiczem, chcąc go wyrzucić z polskiej literatury (tym bardziej go tam utwierdzając), ale nigdy bym nie przypuszczał, że stać go na skruchę, jego zawsze tak pewnego siebie, wybranka bogów. No, ale to zaćmienie...
Co do mnie, zacząłem sobie przypominać zdarzenia, w których nie brałem udziału, jak również słowa, w niezwykłych językach, których nigdy się nie uczyłem. Na przykład w koreańskim. Wprawdzie spędziłem z koreańczykami kilkanaście lat, pracując w koreańskiej firmie, byłem też kilka razy w Korei, ale zawsze krótko, służbowo, w konkretnym celu. A tu nagle "przypomniałem" sobie całe lato w Korei. I to jak bardzo było ono gorące, i jak bardzo było w prążki...
Na dowód tego, że to prawda, napiszę to po koreańsku: tteugeoun yeoreum, dosłownie "bardzo gorące lato". O tym, że było w prążki jeszcze napiszę. Jestem zapewne w stanie, określanym przez starożytnych Rzymian jako lucida intervalla, czyli przejaśnienia świadomości.
Teraz czas napisać o tym, jak bardzo zaćmienie oddziałało na polityków. Ba, w ich przypadku to oddziaływanie było zawsze najwyższe, na długo przed wystąpieniem zaćmienia. Zapewne sam księżyc taki urok rzuca, że stają się lunatykami. Może nie wszyscy, ale większość. A już na pewno Grzegorz Braun.
Ten ponoć w nocy chodzi po dachach i ryzykuje że spadnie i wyląduje w jakimś lochu. Ostatnio mówi jakby mniej, wypstrykał się z pomysłów którymi czarował fanów, ale mało to już lunatykował i naurządzał performansów? A to w Sejmie świece gaśnicą gasił, a to profesorowi nie dał wykładu wygłosić urządzenia nagłaśniające niszcząc, a to lekarkę chciał w szpitalu aresztować...Nie mówiąc o negowaniu holokaustu i mizianiu się z Rosjanami, czy to w rosyjskich mediach, czy w rosyjskiej ambasadzie. W tym duchu, jego dyrektor biura poselskiego, właśnie w ambasadzie, zadeklarował "wolę działania w kierunku bliskości relacji z Rosją". Łza się w oku kręci, bo przypomniałem sobie ten język, tak bardzo typowy dla członków PZPR, chociaż jako żywo w tej partii (ani w żadnej innej), nigdy żadnym członkiem nie byłem.
Konfederacja Korony Polskiej (w przyszłości być może króla Brauna) chce kategorycznie wycofania z Polski wszelkich wojsk sojuszniczych, amerykańskich, natowskich, etc. A że Polska nie może zostać samotną wyspą, to pewnie na czułą obecność sąsiednich wojsk radzieckich, znaczy rosyjskich, spojrzą z aprobatą. Przecież wszystko lepsze niż być "ukropoliciakiem" prawda? Ot, jak lunatykują...
A pani Samuela Torkowska, członkini którejś (nie pomnę) konfederacji napisała wprost na fejsie, że jak wejdą Rosjanie do Polski "nikt nie będzie walczył, powitamy ich chlebem i solą". Wszyscy? Widać, jak bardzo księżyc tym ludziom rozłączył synapsy. Bo część z nich tęskni najwyraźniej do rygorów komunizmu, swobody ich dręczą i męczą, przydałby się bat nad głową.
Tymczasem prawica się wzięła i rozmnożyła. Już są cztery prawice, jeśli nie pięć. Bo na pewno mamy pięciu liderów: Kaczyński, Morawiecki, Bosak, Mentzen i Braun. Każdy inaczej tańczy na linie, ale ostatecznie wszyscy dadzą pewnie jeden show. Trójkąt stał się czworokątem, jeśli nie pięciokątem. A to wszystko po to aby zakończyć jedynowładztwem, bo każdy z nich chciałby zostać królem, aby to jednak było możliwe musi konkurentów zrzucić z sań. Dla dobra ukochanego narodu.
I każdy pretekst dobry, żeby się lepiej upozycjonować w grze. Dla Morawieckiego i "harcerzy" to była pewnie "subpolonizacja" w PiS, czyli rzekome uleganie ziobrystom. W dodatku, Morawiecki narzeka, że musiał ulegać centrali, że mu prezes wykręcał rękę. Tylko że taka sytuacja w PiS była zawsze i Morawiecki doskonale wiedział na co się pisze wstępując do partii i wyciągając z niejcałymi garściami smaczne konfitury. Nagle poczuł absmak? Nic dziwnego, że prezes poczuł się obrażony. I ogłosił w swoim poradzieckim stylu, że Morawiecki służy tym, którzy szkodzą naszej ojczyźnie. Dobrze chociaż, że o ojkofobii nie wspomniał. To oznacza, że dałby się chętnie przebłagać, gdyby Morawiecki wrócił i przed nim przyklęknął. Westchnął jednak:" najwyraźniej Mateusz Morawiecki ma plan poszukiwania swoich sojuszników gdzie indziej". Spokojnie, wróci jak do narzeczonej, gdy tylko będzie szansa zbudowania nowej koalicji. Ale czy będzie? Jego nowa partia-nie partia oscyluje wokół progu wyborczego i wcale nie jest pewne czy przekroczy ten próg w wyborach. Dlatego mocno podejrzewam, że jakieś zaćmienia musiały mocno oddziaływać na jego mózg. Inaczej nie zrobiłby tej wolty.
A cóż powiedzieć o takich spryciarzach jak Romanowski i Ziobro, którzy lunatykują, jeden w Ameryce, drugi (najpewniej) w Naddniestrzu, pod wpływami Rosji? Jakie tajemne moce nimi poruszają? Jeden zapewne chce iść tropami Ryszarda Kuklińskiego, nie mając jego umiejętności, drugi bardziej chyba jest na ścieżce sędziego Szmydta, który wylądował w Białorusi. Obaj spadną nisko, w najlepszym razie, na zupełne pobocza.
Ale w życiu nie zaćmienia się liczą. Ważne są olśnienia. Tego lata były, w moim przypadku muzyczne. Jest tyle festiwali, koncertów.Mówi się o festiwalizacji muzyki. Nawet w moim rodzinnym grodzie jest festiwal "Roztrąbiony Kalisz". Będą big bandy i soliści. Miasto reklamuje się jako stolica muzyki dętej. Dęta jest tam także polityka. Bo właśnie niezależny dotąd prezydent miasta Krystian Kinastowski dołączył do Rozwoju Plus Morawieckiego. Ale ja ostatnio bawiłem na festiwalu Break in Classics, w Otwocku Wielkim. Odbył się on w Pałacu Bielińskich, tam gdzie kiedyś gościł król August II Mocny, a nawet car Piotr Wielki. Tam też był internowany Lech Wałęsa. Teraz odbył się kilkudniowy maraton muzyczny, zorganizowany przez takie gwiazdy jak Jakub Józef Orliński oraz Aleksander Dębicz. W programie eklektyzm, muzyka nowa i stara, klasyczna i bardzo nowoczesna, kameralna i symfoniczna, w wykonaniu polskich i zagranicznych zespołów, takich jak Vision String Quartet, Lyyra, czy orkiestra AUKSO. Olśnił mnie wiolonczelista Marcin Zdunik, absolutny wirtuoz tego instrumentu, zdobywca trzech Fryderyków. Festiwal odbywa się co roku.
Teraz czekamy na Top Sopot Festival 2026, doroczny festiwal piosenki.
Lato ma przywary, ale jest oczekiwane. Zapomniałem wszakże jak jest lato w prążki po koreańsku. Być może było tylko w mojej fantazji sennej, może to wpływ księżyca. Albo zaćmienia. Ale wiem na pewno, że kiedy to lato się skończy, będzie mi go szkoda.






Komentarze obsługiwane przez CComment