Kultura kurpiowska to nie zamknięty skansen. Żyje, zmienia się i potrafi mocno zaskoczyć. O tym, jak naprawdę wyglądało życie na Kurpiach Zielonych, opowiadała w mławskiej bibliotece Maria Weronika Kmoch z Jednorożca – pisarka, badaczka i populizatorka lokalnej tradycji.
Podczas spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Bolesława Prusa w Mławie prelegentka zachęcała do osobistego odkrywania tego regionu. Gdzie uderzać i co warto zobaczyć na własne oczy?
Turystyczne pewniaki i perły z Wachu
Zaczynamy od klasyki: Niedziela Palmowa w Łysych to wydarzenie znane w całej Polsce. Ale to nie wszystko. Kalendarz imprez szczelnie wypełniają takie wydarzenia jak procesja Bożego Ciała w Myszyńcu, Kurpiowskie Miodobranie (m.in. w Wykrocie) czy Ogólnopolski Festiwal Obrzędów Weselnych w Kadzidle.
Dla zmotoryzowanych świetną opcją są szlaki architektury sakralnej – od starych, drewnianych świątyń w Łysych po monumentalne, murowane kościoły w Kadzidle i Myszyńcu. Warto zjechać z głównej trasy i zajrzeć do Muzeum Kurpiowskiego w Wachu. Obejrzysz tam bogatą wystawę bursztynu i dawnych narzędzi do jego obróbki. W tej samej wsi tworzy jeden z ostatnich kurpiowskich bursztyniarzy, Zdzisław Bziukiewicz. Ciekawostka: niedawno na aukcji pojawił się sznur oryginalnych, kurpiowskich korali. Poszedł za 50 tysięcy złotych.
Zamiast chińskich pamiątek, z Kurpiów opłaca się przywieźć lokalne rękodzieło: tradycyjne wycinanki (leluje i gwiazdy), figurki z ciasta chlebowego, wyroby z pszczelego wosku i oczywiście prawdziwy miód.
Bieda-kuchnia, która dziś byłaby hitem
Tradycyjna kuchnia kurpiowska to gotowy materiał na kulinarny przebój, choć wciąż brakuje jej mocnej promocji. Dawni Kurpie byli wegetarianami z przymusu – mięso i jajka szły na sprzedaż. Jedli to, co sami wyhodowali lub znaleźli w lesie.
Baza to marchew, cebula, kapusta, ziemniaki, dynia (nazywana malonem), mleko i dary lasu. Z tego powstawały takie rarytasy jak kotlety gryczane czy rejbach (kugiel), czyli solidny placek ziemniaczany. Gdzie dziś można zjeść to w regionalnej restauracji? To pytanie wciąż pozostaje w dużej mierze bez odpowiedzi.
Koniec z bajkami. Pili, szmuglowali i odrabiali pańszczyznę
Maria Weronika Kmoch wzięła na warsztat najpopularniejsze mity i uproszczenia krążące wokół Kurpiów:
-
„Kurpie to Prusowie” – bzdura. Choć przez migracje w lokalnej ludności płynie trochę „obcej krwi”, to nie są to Prusowie.
-
„Kurpie nie odrabiali pańszczyzny” – odrabiali powszechnie. Wyjątki były nieliczne (Kurpie Zielone stanowiły królewszczyznę, a Białe – dobra biskupie).
-
„Kurpie byli abstynentami” – nic z tych rzeczy. Archiwa straży celnej pękają w szwach od doniesień o przemycie alkoholu przez kordon graniczny.
-
„To region wyłącznie katolicki” – nie do końca. Obok katolików żyli tu Żydzi (część Jednorożca do dziś nazywa się Żydowem), ewangelicy, a także mariawici, po których został cmentarz w Kadzidle.
-
„Jeden uniwersalny strój ludowy” – fałsz. Ubiory odświętne były tak urozmaicone, że konkretne wzory przypisywano tylko do pojedynczych parafii czy wsi.
„Laski, piaski i karaski”
Kulturę tego regionu ukształtowała brutalna przyroda. Słabe, podmokłe gleby wymagały twardego charakteru. Często, by zebrać siano z łąki, rolnik musiał dopływać na nią łódką. Oprócz rolnictwa chwytano się wszystkiego: produkcji smoły, węgla drzewnego, rybołówstwa i bartnictwa.
Gdy brakowało pieniędzy, mężczyźni dorabiali w pobliskich folwarkach (w dwudziestoleciu międzywojennym w Przasnyszu działał specjalny punkt rekrutacji) lub wyjeżdżali na „saksy” do Prus Wschodnich. Wielu, zwłaszcza na przełomie XIX i XX wieku, wyemigrowało do USA, skąd słali dolary do rodzinnych wsi.
Ciężką pracę osładzano śpiewem. Jak zaznaczyła prelegentka, prawdziwego brzmienia kurpiowskich pieśni – nierzadko twardego i surowego – należy szukać nie na wygładzonych festiwalach, a u najstarszych mieszkanek regionu, które przejęły je wprost od swoich matek i babek.
Mławski akcent: Rok ks. Skierkowskiego
Wizyta badaczki z Jednorożca w Mławie nie była przypadkowa. Spotkanie poprowadzili dyrektor MBP Maria Świtoń oraz społecznik Janusz Dębski. Wszystko to wpisuje się w obchody ważnych rocznic związanych z ks. kan. Władysławem Skierkowskim – wybitnym dokumentalistą kultury kurpiowskiej.
W tym roku mija dokładnie 140 lat od jego narodzin w podmławskim Głużku i 85 lat od męczeńskiej śmierci w niemieckim obozie w Działdowie. Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Mławskiej szykuje z tej okazji cykl wydarzeń. W planach jest m.in. spotkanie przy pomniku duchownego w Bogurzynie oraz wystawienie sztuki teatralnej „Wesele na Kurpiach”, którą napisał sam ks. Skierkowski.





Komentarze obsługiwane przez CComment