W ostatnich tygodniach wyraźnie zwiększyła się liczba zachorowań na grypę. Na początku stycznia odnotowywano 70 przypadków na 100 tys. mieszkańców, natomiast w drugiej połowie miesiąca było to już blisko 270 zachorowań — wynika z danych portalu ezdrowie.gov.pl. Największy wzrost liczby przypadków przewidywany jest na przełomie stycznia i lutego.
Szczepionka przeciw grypie jest obecnie refundowana w 50 proc., a dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, kobiet w ciąży oraz osób powyżej 65. roku życia dostępna jest bezpłatnie.
Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia poziom wyszczepialności przeciw grypie w danym kraju powinien sięgać 75 proc. populacji. Tymczasem w Polsce szczepi się zaledwie około 5 proc. społeczeństwa.
erem

dr Tomasz Karauda - internista, specjalista chorób płuc:
- Dominujący wariant grypy typu A charakteryzuje się mutacją utrudniającą jego szybkie rozpoznanie przez układ odpornościowy, co sprzyja łatwiejszemu szerzeniu się zakażeń. Wirus grypy bardzo często mutuje, to zmienność sezonowa, dlatego co rok przygotowywane są nowe szczepienia. Choć obecnym wirusem grypy zarażamy się o wiele łatwiej, nie oznacza, że choroba powoduje cięższy przebieg. Jako że choruje więcej osób, więcej też trafia do szpitali z powodu poważnych powikłań i zaostrzeń chorób przewlekłych. dzięki nim układ odpornościowy zaszczepionego może rozpoznać atakującego wirusa. Tegoroczny wirus - niestety - jest zmutowany właśnie w kluczowym elemencie do rozpoznania. Bez sezonowej stymulacji naszego układu odpornościowego poprzez szczepienia nie mamy dość dobrej odpowiedzi immunologicznej, nawet jeżeli w zeszłych latach chorowaliśmy na grypę lub jeśli w zeszłych latach przyjmowaliśmy szczepienia.
erem
Anna Beata Juklaniuk – Przasnysz:
- Dopadł mnie. Wirus. Niedrożny nos, załzawione oczy, zatkane uszy, suchość w gardle, ból mięśni i głowy. Lekki stan podgorączkowy. Co z tym zrobić?
Marzy mi się łóżko. Jestem obecnie w tej komfortowej sytuacji, że mogę bez problemu takie marzenie zrealizować. W przypadku wirusów najważniejsze jest, aby nie rozsiewać ich na innych. Pozostać trzeba w domu i pozwolić organizmowi wydobrzeć.
W początkach października ścięłam łodygi malin z owocami i kwiatami do wazonu. Wstawiłam je bez wody, postawiłam w zacienionym miejscu. Uschły pięknie, zachowując kolor. Potem pocięłam na kawałki. Pamiętam, jak wiele lat temu moja teściowa suszyła maliny, wieszając je w pęczkach na strychu. Nigdy jednak nie miałam okazji ich skosztować i przyznam szczerze, wątpiłam w działanie. Teraz postanowiłam spróbować naparu z tego specyfiku. Chwilę po wypiciu poczułam rozgrzewające ciepło w całym ciele. To fantastyczna mikstura. Działa lepiej niż aspiryna.
Kiedyś, w czasach mojego dzieciństwa podstawą leczenia były takie specyfiki, jak: miód, gorące mleko z masłem, czosnek, napary z lipy i malin, sok z malin. Dla ozdrowieńców był gotowany esencjonalny rosół, z dużą ilością natki pietruszki. Rozgrzewał, wzmacniał i leczył. Nie brano tylu środków farmaceutycznych, co obecnie.
Ojciec współczesnej medycyny Hipokrates twierdził, że choroby mają naturalne, materialne przyczyny, a ciało i jego dolegliwości należy rozumieć holistycznie. Należy leczyć pacjenta, a nie chorobę. Choroba jest zjawiskiem naturalnym i w otoczeniu człowieka, w przyrodzie, trzeba szukać na nią leków. W przypadku mojego przeziębienia, specyfiki naturalne wystarczyły.
Oprócz wymienionych już przeze mnie specyfików polecam: cytryny i imbir. Jeśli męczy kaszel, doskonale działa syrop z cebuli czy z buraka ćwikłowego lub też napar z tymianku. No i oczywiście trzeba chorobę wyleżeć w zaciszu domowym. O ile objawy nie nasilą się i temperatura nie zacznie rosnąć. Wówczas trzeba koniecznie zasięgnąć porady lekarza.

dr Anna Zębalska – lekarz:
- Nasi pacjenci w centrum medycznym „Eskulap” są pacjentami w mojej ocenie bardzo współpracującymi i takimi, którzy wiedzą mniej więcej, jakie powinno być postępowanie.
Wcześniej leczą się swoimi domowymi sposobami, z internetu, czy jakimiś „babcinymi”. I bardzo sobie cenimy to, że pacjenci są z nami szczerzy i że informują nas o tym. Syrop z cebuli, czy okład z jakiegoś ziółka nie zrobi raczej żadnej szkody, a bywa tak, że jeżeli to jest zwykłe przeziębienie, to ono po prostu samo po kilku dniach ustępuje. I wizyta u lekarza jest niepotrzebna.
Najczęściej przychodzą wtedy, kiedy leczenie objawowe, czyli to, które jest dostępne w domu bądź w aptece bez recepty nie daje efektów.
My również stosujemy leczenie objawowe, czyli jeżeli mamy do czynienia z nieżytem nosa, tak zwanym katarem, należy zastosować leki obkurczające do nosa w aerozolu bądź w formie tabletek. Jeżeli mamy gorączkę, to stosujemy typowe leki przeciwgorączkowe. Zwykle wskazany jest w pierwszej kolejności paracetamol bądź ibuprofen, ewentualnie pyralgina. Jeżeli mamy suchy kaszel, stosujemy tabletki bądź syrop na suchy kaszel. I w zdecydowanej większości przypadków takie postępowanie jest wystarczające. Zamiast przychodzić do lekarza, można pójść do apteki i poprosić o jakieś leki. Jeżeli przez cztery, pięć dni takiego postępowania nie ma poprawy żadnej, bądź gorączka się utrzymuje, to wtedy należy jednak skontaktować się z lekarzem. Chciałaby zachęcić wszystkich do wykonywania testów, które są od niedawna dostępne w aptece. Taki test na wirusa RSV, grypy czy Covid pozwala nam stwierdzić z jakim wirusem mamy do czynienia. Jeżeli to grypa na przykład, to wtedy wskazana jest wizyta, bo na grypę mamy leczenie celowane.
Gorąco zachęcam do szczepień i przypominam, że szczepionka na grypę jest co roku aktualizowana i okres jesienny jest najlepszym momentem, żeby się zaszczepić. Te szczepienia naprawdę zabezpieczają, powodują, że zachorowalność jest do 70% mniejsza, a przebieg jest łagodniejszy.
No i przede wszystkim nie dochodzi do powikłań, bo tego najbardziej się obawiamy.

Małgorzata Karczewska-Łubińska – emerytka:
- Nie czekam na rozwinięcie choroby tylko od razu idę do lekarza. Jestem raczej mało odporna i bardzo często kończy się to antybiotykiem. „Babcine” sposoby na mnie nie działają. Myślę, że to trochę moja wina, ponieważ pracując nie chodziłam na zwolnienia, bo wydawało mi się, że beze mnie nie poradzą sobie. Brałam antybiotyk, szłam do pracy i myślę, że dlatego teraz jestem mało odporna. A szczepienia?! Trzy razy szczepiłam się na Covid. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, czy też niedobrze. A grypę też kiedyś miałam. Z wysoką temperaturą. Przeważnie bywam przeziębiona.
KB

Piotr Budziszewski- prezes fundacji „Miód i Malina”:
- Zima w tym roku jest taka, jaka powinna być, jest śnieg, mróz, po prostu pięknie. Ale to również okres przeziębień, a nawet odmrożeń. W takiej sytuacji zanim sięgniemy po broń obosieczną - antybiotyki - warto spróbować coś z apteki naszych babć. Na takie bardzo zimne dni, gdy jestem przemarznięty i czuję zimno w kościach, żona robi mi gorącą miksturę, której przepis przekazywany jest u nas z pokolenia na pokolenie. Do kubka nalewa czerwonego wytrawnego wina, dodaje 2-3 łyżki miodu, trochę imbiru (dawniej również posiekany ząbek czosnku), pięć-sześć sztuk goździka, trochę cynamonu do smaku. To wszystko podgrzewa i daje mi do wypicia. Po wypiciu natychmiast pod kołdrę i na drugi dzień rano człowiek jest zdrowy i gotowy do pracy. Dla osób, które nie tolerują alkoholu, zamiast wina warto zastosować sok ze świeżo wyciśniętych jabłek lub pomarańczy, należy tylko pamiętać, że soki podgrzewamy tylko do około 40 stopni Celsjusza. Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, mama robiła nam gorące mleko z miodem, ale kiedyś mleko smakowało inaczej, takie proste od krowy, nie z kartonika. Po całym dniu grania w hokeja na pobliskim stawie to było najlepsze lekarstwo na przeziębienie. Profilaktycznie w zimę robię sobie chłopskie śniadanie, w skład którego wchodzą kanapki, na których jest pasta ze smalcu gęsiego, czosnku, cebulki i oczywiście ogórek kiszony. Do tego mocna, gorąca kawa zbożowa. W smalcu są dobre tłuszcze omega, czosnek - jeden z najlepszych antybiotyków, cebula - witamina C, a kawa ma dużo garbnika i błonnika, po prostu samo zdrowie. Cieszmy się zimą, póki jeszcze jest, bo nie wiemy co będzie za rok, za dwa. Do zobaczenia w zdrowiu i w szczęściu.
RK

Agata Olszewska – PTTK:
- Nie choruję od kilku lat. Oczywiście, jak była pandemia, to z racji chociażby mojej pracy przyjęłam wszystkie szczepionki, tak jak trzeba było. Natomiast teraz przyjmuję szczepionki przeciw grypie. Do wszystkiego trzeba mieć trochę zdroworozsądkowego podejścia. Mam mamę 94-letnią i ona jeszcze stosuje takie stare metody: jakieś napary, ziółka, mikstury. Podchodzę do tego sceptycznie, ale na moje dzieci zawsze to działa i ona wierzy w to, że jeśli na przykład człowiek się wygrzeje, czy wypije masło z mlekiem i miodem, czy z imbirem, to będzie miało pozytywny efekt. Metody „babcine” mogą być stosowane profilaktycznie, grzane wino, czy herbata zimowa, a w niej dużo witamin. Smakują i to są fajne rzeczy. Ważna jest także dbałość o siebie.
KB

Wiesława Kraszewska – DPS Kombatant:
- Jak przychodzi sezon grypowy, to może to dopaść każdego, ale dbanie o zdrowie, wiara w to, że człowiek musi być zdrowy, to taki potencjał wewnętrzny, który każdy musi mieć. I pozytywne myślenie, że ja sobie poradzę.
Uważam, że jestem dobrym „egzemplarzem”. Pracuję 18 lat i nigdy nie byłam na zwolnieniu lekarskim. Co nie znaczy, że nie byłam chora. Brałam wtedy urlop, ale na zwolnienie lekarskie nie było mnie stać. Te choroby to były raczej przeziębienia, czy inne drobne dokuczliwości. Preferuję szczepionki przeciw grypie, bo takie biorę, a to pozwala trzymać się dobrze.
KB

Jolanta Przybyłowska – emerytka:
- Na grypę się nie szczepię, za to już na jesieni przygotowuję się do zimy i przyzwyczajam organizm. Uodparniam się na wiele naturalnych sposobów. Stosuję wszystko, co możliwe. Preparaty, które wzmocnią mnie i dadzą dobry skutek. Na przykład imbir, kurkumę, wodę utlenioną, sodę na gardło, jakieś mikstury, czyli... takie naturalne, ale moim zdaniem skuteczne. Jak coś mnie atakuje – witamina C. Antybiotyków staram się nie stosować. Wiedzę czerpię z tematycznych książek. Zawsze mnie to interesowało. Uważnie też słuchałam kiedyś babci, która dziwne rzeczy stosowała, ale dziś myślę, że to były pożyteczne i praktyczne sposoby na zdrowie. Człowiek i natura powinni być ze sobą w symbiozie. Czasem trzeba też chemię zastosować, ale podstawa to wzmocnienie organizmu jesienią – fizyczne, ale i psychiczne. Kontakt z naturą, joga, częste przebywanie samemu ze sobą, wyciszenie. U lekarza byłam pewnie z 5 lat temu. Wtedy była to grypa. A tak stosuję domowe sposoby.
KB






Komentarze obsługiwane przez CComment