Trwa karnawał - okres zabaw, wesel i innych imprez. Jak co roku, staniemy w garderobie i patrząc na zawieszone po brzegi wieszaki zawołamy: - Ja nie mam co na siebie włożyć...! Odwieczny dylemat większości kobiet.
W czasach, gdy zrównoważony rozwój staje się normą w branży mody i wielkie firmy modowe zaczynają go pomału wdrażać, a przynajmniej o nim mówić, warto przemyśleć swój stosunek do odzieży.
Moda zrównoważona, czyli jaka?
Kiedyś zrównoważonej mody uczyła bieda. Bieda szlachetna, walcząca o każdy godnie przeżyty dzień. Ukrywająca się przed światem. Nawyki ubraniowe wynosi się z domu. Mnie nikt nie musiał uczyć zrównoważonej mody. Od najmłodszych lat obserwowałam mamę, która nocami szyła nam ubranka, często przerabiając je z używanych, ale porządnych materiałów. W ciągu dnia pracowała, więc dopiero nocami mogła puścić wodze fantazji i tworzyć dla nas istne cudeńka. Szkoda, że nie mieliśmy wówczas możliwości, aby utrwalić jej prace. Tylko nieliczne zachowały się na czarno- białych zdjęciach. Mama zawsze powtarzała, że nie ma sensu kupować tanich i słabej jakości materiałów. Dobre, można było przerabiać bez końca. Materiały wysokiej jakości: bawełniane (batyst, perkal, kreton) i inne, produkowano w łódzkich fabrykach. Bielskie wełny i len słynęły na cały świat. Tak, jak jedwabie milanowskie, które przyciągały wzrok niepowtarzalnymi barwami. Fasony podglądane w czasopismach, w sklepach „Mody Polskiej”, „Cory”, „Telimeny”, w telewizji, czasem tylko jakieś elementy stroju, plus do tego wyobraźnia – wystarczały do stworzenia małych arcydzieł. Pewnie dlatego nie umiem wyrzucać do pojemników odzieży i na ogół nie kupuję sezonowych ubrań. Wybieram te klasyczne, ponadczasowe, zawsze modne. Mam szacunek do rzeczy, które noszę. Dbam o nie, aby służyły wiele lat. Wzorem dla mnie są rodziny królewskie, w których chrzci się dzieci i bierze śluby w strojach przodków, skrzętnie przechowywanych przez lata.
Stare ubranie i… stary człowiek
Przyglądając się ubiorom ludzi w pracy, na ulicy, oraz w trakcie różnorodnych spotkań, często zastanawiam się, w jakim kierunku obecnie zmierzamy. Jednolitość w ubiorze, spowodowana ofertą popularnych sieciówek, reprezentująca setki takich samych strojów, jest monotonna i nudna. Z drugiej strony, ubrania szyte z nowoczesnych materiałów, z reguły są lżejsze, wygodniejsze, można je prać w niskich temperaturach, nie trzeba ich prasować, itp., czyli tym samym są bardziej ekologiczne. Pomijam sposób i koszty ich wytworzenia. Cena tych ubiorów koresponduje na ogół z ich jakością i pozwala na zakup każdemu klientowi, szczególnie w posezonowych promocjach.
Co jednak z tymi, którzy chcą się wyróżnić ubiorem, lubią odmienność i mają na to pieniądze? Widzimy celebrytów, „gwiazdy” na ściankach i czerwonych dywanach, którzy lansują trendy modowe. Ich stroje przyciągają wzrok, są tematem oceny, dyskusji, a potem naśladownictwa. Czy te osoby są w stanie zmienić swoje przyzwyczajenia zakładając np. kilkakrotnie tę samą kreację? Jak odbiorą to ich wielbiciele i media? Czy to w ogóle jest możliwe? Co prawda od czasu do czasu słychać, jak niektórzy idole zaczynają chwalić się ubraniami kupionymi w second handach. Są to jednak zdarzenia epizodyczne.
Uważam, że ze starym ubraniem jest tak, jak ze starym człowiekiem. Można go wysłać na emeryturę, nie wykorzystując potencjału wiedzy i doświadczenia zawodowego oraz życiowego lub wykorzystać jeszcze przez lata, czyniąc na przykład doradcą młodego pracownika lub też doradcą prezesa czy szefa firmy. Wyrzucając stare ubranie do PSZOK warto mu się przyjrzeć, czy jeszcze komuś nie posłuży, czy przynajmniej jego części nie nadają się do odzysku, takie jak np. guziki, suwaki, podszewka czy dobrej jakości materiał. Może gdyby jakieś firmy odzieżowe, jacyś przedsiębiorcy, skupowali takie półprodukty, mielibyśmy mniejsze wysypiska śmieci?
Naturalne futra są passé
Obserwuję ostatnio prawie całkowite wyeliminowanie ze strojów osób lansujących modę, naturalnych skór zwierząt. Jestem za bezwzględną likwidacją przemysłowych produkcji fermowych. To straszny świat i nigdy nie powinien zaistnieć. Nie nauczymy jednak ludzi w ciągu krótkiego czasu nie jeść mięsa, tym samym skóry w toku produkcji pozostaną czy to się nam podoba czy nie. Poza tym czy istniejące już etole, mufki i futra powinny iść na śmietnik? Kiedyś futro kosztowało tyle, co luksusowy samochód i przekazywało się je z pokolenia na pokolenie. Teraz, zalegają w szafach na strychu lub zostają wynoszone do pojemników. Istotą naturalnych produktów jest ich trwałość, oczywiście przy odpowiednim przechowywaniu i właściwej pielęgnacji. Są to stroje bardzo ciepłe i eleganckie. Można je przerabiać i zmieniać wiele razy. Może więc powinniśmy wykorzystać te, które już są bez obawy, że ktoś nas obleje farbą olejną? Tak samo skórzane torebki, paski czy inne elementy skórzanych strojów.
Dewastacji klimatu i jego skutków moim zdaniem, nie da się już zatrzymać. Zbyt wielkich zniszczeń dokonano. Niemniej możemy spowolnić czas zagłady naszej planety. Dlatego sądzę, że firmy modowe powinny obecnie zacząć projektować odzież i obuwie dwukierunkowo.
Po pierwsze: pod kątem jej wytrzymałości i komfortu organizmu ludzkiego w ekstremalnie wysokich temperaturach; chroniące przed nadmiernym parowaniem przy braku wody; w ekstremalnie niskich temperaturach chroniące przed utratą ciepła; przystosowane do życia człowieka w schronach, w budynkach budowanych na platformach na wodzie oraz w kosmosie, antyalergiczne; nie wymagające prasowania i prania w wysokich temperaturach.
Po drugie: z wykorzystaniem rynku wtórnego, czyli ubrań z drugiego obiegu. Tam można znaleźć mnóstwo wysokiej jakości tkanin i dodatków, z których dobry projektant stworzy nowe cuda.
Problem wyglądu nie tkwi w samym ubraniu. To również sposób jego noszenia, dodatki oraz indywidualny styl dostosowany do urody i charakteru. Ktoś uwielbia kapelusze, drugi najlepiej się czuje w dzianinowej czapeczce.
Można mieszać style, fasony, kolory
Dzisiejsze trendy modowe są bardzo przychylne wszelkim indywidualnościom. Nikogo już nie dziwi przysłowiowy „kwiatek do kożucha”. Można mieszać style, fasony, kolory. Nie ma wyraźnego kanonu określającego sposób ubioru. Perły na swetrze, sportowe buty do garnituru czy kostiumu, garnitury z dzianiny dresowej, bez zaprasowanych kantów, bluzy zamiast marynarki, kolorowe skarpetki i wszechobecne dżinsy, pasujące do wszystkiego i wszędzie. Kiedyś przyjście do teatru w dżinsach i swetrze uznano by za faux-pas. Obecnie taki ubiór widzimy nawet na spektaklach sylwestrowych.
Czy to źle? Nie! To fantastyczne, że dzisiejsza moda nie narzuca sztywnych ram. Nosisz to, w czym się dobrze czujesz, w czym dobrze wyglądasz (przynajmniej twoim zdaniem, a to najważniejsze) i na co cię stać. W przypadku silnych jednostek to wnętrze człowieka stanowi przede wszystkim o jego wyglądzie, a ubiór ma być wyrażeniem naszej osobowości, temperamentu, charakteru i indywidualności. Inaczej jest z osobami słabszymi psychicznie, bardziej podatnymi na wpływy zewnętrzne. Te wybiorą stroje nie wyróżniające ich z tłumu. Dlatego tak istotna jest edukacja w tym zakresie oraz postawy projektantów, ubiory naszych idoli, a także kierunki wyznaczone przez promujące modę środki masowego przekazu, magazyny modowe czy social media.
Przykładem może być lansowanie swoistego stylu i mody przez hipsterów.
Kiedy więc staniemy przed szafą wybierając strój na karnawałową imprezę, spróbujmy z rzeczy, które mamy, skomponować autorski i niepowtarzalny ubiór. Korzyść z tego będzie podwójna. Nie zobaczymy identycznej stylizacji na innej kobiecie, a bawić będziemy się doskonale ze świadomością, że dokładamy maleńką cegiełkę do przedłużenia życia naszej planety.






Komentarze obsługiwane przez CComment