Jeszcze niedawno autorytety stały na piedestałach. Dziś żyją obok nas – w kuchni pachnącej szarlotką, w szkolnej ławce, w cichym gabinecie terapeuty, na górskim szlaku albo przy biurku, gdzie ktoś uparcie pisze kolejną książkę. W czasach mediów społecznościowych łatwo pomylić popularność z wiarygodnością. Liczba obserwujących rośnie szybciej niż charakter.
Zapytaliśmy mieszkańców naszego regionu – od Ciechanowa i Płońska po Raciąż i Rzekuń – kto jest dla nich autorytetem i dlaczego. Odpowiedzi nie tworzą jednej, gładkiej definicji. To raczej mozaika: prababcia ucząca konsekwencji, mama przekazująca wrażliwość, przyjaciółka podtrzymująca pasję, rodzice będący fundamentem, papież jako moralny punkt odniesienia, ale też himalaistki, poetki i społecznicy działający „po cichu”.
Z tych głosów wyłania się jeden wspólny wniosek: autorytet nie musi być idealny. Wystarczy, że jest prawdziwy. Inspiruje nie pomnikiem, lecz postawą. Nie oklaskami, tylko codzienną pracą.
red

Dr Magdalena Bylińska, wykładowca PANSiM w Ciechanowie, coach, Raciąż:
- Autorytet kojarzy się często z kimś znanym, widocznym, z pierwszych stron gazet. Dla mnie jednak autorytet ma twarz mojej prababci. Silnej, niezależnej kobiety, która przeżyła sto lat i do końca zachowała jasność umysłu oraz godność w sposobie bycia. Zdążyła przekazać mi coś znacznie ważniejszego niż historie z przeszłości – przekazała mi wartości. Nauczyła mnie, że siła nie polega na głośnym udowadnianiu światu swojej racji, ale na konsekwencji. Na wstawaniu rano i robieniu tego, co trzeba, nawet gdy nie ma oklasków. Była ambitna, choć nigdy nie używała tego słowa. Po prostu wymagała od siebie. Uczyła mnie, że kobieta może być jednocześnie stanowcza i ciepła, niezależna i oddana rodzinie. To od niej wiem, że sukces nie wyklucza troski o bliskich. Że można realizować swoje cele, a jednocześnie dbać o dom, relacje, tradycję. Rodzina była dla niej fundamentem, a nie ograniczeniem. Pokazała mi, że prawdziwa siła to umiejętność łączenia świata ambicji ze światem serca. Prababcia miała w sobie niezwykłą godność. Nie narzekała. Nie obwiniała innych. Miała bardzo „ciężkie” życie. Ta postawa ukształtowała mój sposób patrzenia na życie. Dziś kieruję się odpowiedzialnością za swoje decyzje, pracowitością i wiarą w to, że charakter buduje się codziennie – małymi wyborami. Jest jeszcze coś bardzo osobistego, co po niej mam – gotowanie. Wspólne chwile w kuchni były dla mnie lekcją uważności i cierpliwości. Jej szarlotka to nie tylko przepis, to rytuał. Ciepło, zapach jabłek i rozmowy przy stole nauczyły mnie, że sukces bez relacji smakuje pusto.
KO

Julia Jakubiak – Nowe Miasto:
- Paradoks naszych czasów polega na tym, że im więcej mamy „liderów opinii”, tym trudniej wskazać prawdziwy szkielet warty naśladowania. Szybciej buduje się wizerunek niż wiarygodność, dlatego coraz częściej mówi się o kryzysie autorytetów. Współczesność próbuje przekonać nas, że autorytet mierzy się liczbą obserwujących.
Autorytet nie jest pomnikiem z brązu, lecz żywą osobą, która uczy nas patrzeć głębiej niż powierzchnia czynów. Dla wielu pierwszym autorytetem jest rodzina – mama, tata – ci, którzy pokazują nam świat zanim jeszcze nauczymy się go nazywać. Jednak często bezwiednie przejmujemy nie tylko ich siłę, lecz także ich lęki i błędy, jakby były częścią niepisanego dziedzictwa. Dlatego warto nauczyć się wybierać świadomie, które cechy chcemy w sobie pielęgnować, a które pozostawić jako przestrogę.
Czy autorytet musi być tylko jeden jedyny, skoro każdy człowiek nosi w sobie choćby iskierkę dobra wartą ocalenia? Może zamiast jednego wzoru potrzebujemy mozaiki złożonej z wielu istnień, z których każde wnosi odmienny kolor. W moim życiu pierwszym drogowskazem była mama – od niej nauczyłam się wrażliwości i wytrwałości, walki o siebie i o to w co wierzę. Później spotykałam ludzi, którzy w ciszy codzienności stawali się równie ważnymi nauczycielami. Pracując jako terapeutka zajęciowa z seniorami, poznałam panią Zofię – kobietę kruchą z racji wieku, ale wewnętrznie niezwykle silną. Jej niezależność i pogoda ducha w obliczu przemijania były dla mnie lekcją odwagi, której nie znajdzie się w podręcznikach.
Z takich spotkań rodzi się zbiorowy autorytet – kolaż utkany z fragmentów rozmów, gestów i doświadczeń. Nikt nie jest doskonały. Ideały nie istnieją, ale każdy może stać się dla kogoś fragmentem drogi ku lepszej wersji siebie. Dlatego wierzę, że autorytet to pojęcie względne i otwarte – im więcej ludzi dopuścimy do naszego wewnętrznego świata, tym pełniejszą wersję siebie możemy zbudować.
KB

Daria Szczygielska – Ciechanów:
- Moim autorytetem od wielu lat jest osoba bliska mojemu sercu, moja przyjaciółka. To ona zaczęła mnie namawiać, aby ciągnąć dalej moją pasję związaną z pisaniem i najprawdopodobniej, gdyby nie ona poddałabym się z tym wszystkim. Była przy mnie od kiedy zaczęłam pisać swoje pierwsze wiersze i opowiadania przeszło 10 lat temu i do teraz mnie wspiera i motywuje do działania. W jakiś sposób jest również dla mnie mentorem w trakcie tworzenia. Jej książka, opowiadania i wiersze jeszcze bardziej zachęcają mnie do działania, szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobiła, gdyby nie ona.
KB

Marta Mrozińska, pisarka:
- Mam wrażenie, że odkąd zaczęliśmy spędzać część naszego życia w świecie wirtualnym, a przepływ informacji umożliwił wniknięcie w życiorysy i doczesne poczynania najznamienitszych osób, rozpoczęliśmy wielki odwrót od autorytetów. Podziwiamy ludzi sukcesu, sportowców, artystów i społeczników, ale oni też popełniają błędy i nie należy traktować ich jak wyrocznie. Potrafię jednak bez problemu wskazać parę osób godnych miana „autorytetu". Jako pisarka od dłuższego czasu podziwiam Urszulę LeGuin, autorkę cyklu „Ziemiomorze" i wielu innych wybitnych powieści fantasy i science fiction. Natomiast z jej artykułów i listów wyłania się obraz kobiety o zdecydowanych poglądach, zaangażowanej nie tylko w walkę o jakościową literaturę, ale dostrzegającą też problemy społeczne i ekologiczne. LeGuin pisała w przepiękny, nieustraszony sposób, stworzyła wspaniałe światy i bohaterów, o których myślę do dziś, mimo że niektóre jej książki czytałam wiele lat temu. Jej relacja ze Stanisławem Lemem to przykład wzruszającej przyjaźni ponad podziałami i wbrew ogromnym przeciwnościom potrafili się wspierać nawet zza żelaznej kurtyny. W kwestii pracy kreatywnej pozostaje ona moim niedoścignionym wzorem i mistrzynią, a dodatkowo była jeszcze szalenie ciekawą indywidualistką i głosem wielu pokoleń pisarzy. Nie żyję jednak samym pisaniem, a autorytet przydaje się także w codziennym życiu, by pomagać nam dokonywać właściwych wyborów. Tu bez wątpienia wskazuję na moich rodziców, dzięki którym jestem kim jestem i mogę osiągać wszystko, co sobie założę. Czuję ogromną wdzięczność, że od samego początku mogłam uczyć się od nich dobroci, cierpliwości i samozaparcia. Realizuję swoje cele i pracuję w wymarzonym zawodzie właśnie dzięki ich wsparciu i zawsze będą mnie inspirować, by stawać się coraz lepszą wersją siebie.
RK

Czesław Janowski – Ciechanów:
- Człowiekowi jako istocie rodzinnej, zorganizowanej w społeczeństwa, sprawdzone autorytety są potrzebne do właściwego rozwoju i poczucia bezpieczeństwa. Na początku drogi życiowej autorytetem dla mnie byli rodzice. W szkole podstawowej miałem szczęście, moim autorytetem była wychowawczyni, bardzo ładna i miła p. Basia, znakomita nauczycielka. W szkole średniej, ze względu na indoktrynację komunistyczną, dla mnie i bardzo dużej części młodzieży w Warce, autorytetem stał się ksiądz Wiesław Niewęgłowski. Na studiach człowiek znajduje się w takim okresie, że szuka swojej drogi i generalnie nie uznaje autorytetów, bardziej potrzebuje drugiej połowy, życiem zaczyna rządzić miłość, tak było i u mnie. Później przyszedł czas na założenie rodziny, pracę aby zapewnić środki do życia. W pracy o autorytety raczej było trudno. Autorytetem w tym okresie dla mnie, jak i dla wielu Polaków był Jan Paweł II. Natomiast postrzegam niektórych ludzi jako autorytety na wyciagnięcie ręki np. jest to moja żona, koledzy fotograficy z CKF, niektórzy poeci. Jako mieszkaniec Ciechanowa mam zaufanie do obecnych włodarzy miasta, a więc są dla mnie autorytetem. Patrząc szerzej na Polskę i świat, w dobie mediów społecznościowych i wszechobecnych opinii, podchodzę do zagadnienia autorytetów bardzo ostrożnie i czasami muszę weryfikować listę moich autorytetów.
KB

Milena Jakubiak, nauczycielka SP nr 3 w Płońsku:
- Wierzę, że autorytet zależy od czasu, miejsca i okoliczności – w różnych momentach życia inspirują mnie różni ludzie. Najczęściej są to kobiety, które miały odwagę przekraczać granice i realizować ambitne, nieprzeciętne cele. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje Wanda Rutkiewicz – himalaistka, która jako pierwsza osoba z Polski i pierwsza Europejka zdobyła Mount Everest. Jej determinacja, konsekwencja i siła charakteru pokazują, że ograniczenia często istnieją tylko w naszej głowie. Podziwiam również Halinę Konopacką – pierwszą polską złotą medalistkę olimpijską i kobietę o wielkiej odwadze, która w czasie wojny angażowała się w działania na rzecz innych. Ważną postacią jest dla mnie także Janina Lewandowska – pilotka, spadochroniarka i symbol tragicznego losu polskich oficerów zamordowanych w Katyniu. Co je wyróżnia? Odwaga, wszechstronność zainteresowań oraz gotowość do wykraczania poza przyjęte schematy. Staram się czerpać z ich postawy – z podejmowania wyzwań, z konsekwencji w działaniu i z wiary we własne możliwości. Cenię ludzi, którzy rozwijają swoje pasje i pozostają wierni swoim wartościom – nawet wtedy, gdy wymaga to poświęceń. Autorytet to dla mnie ktoś, kto inspiruje do działania, daje przykład postawą i pokazuje, że warto mieć marzenia oraz konsekwentnie je realizować.
KO

Agnieszka Minota - Rzekuń:
- Autorytety to mistrzowie w swojej dziedzinie, którzy swoimi osobami, tym jacy są, co robią ważnego i dlaczego to robią, stają się wzorami do naśladowania.
Autorytet to ktoś wyjątkowy, osoba którą uznajemy, przynajmniej w dziedzinie, którą się zajmuje, za mistrza. W dzieciństwie łatwiej nam znajdować takich ludzi, a gdy dorośniemy patrzymy krytyczniej i szukamy uważniej, selektywniej. Bywa, że autorytety rozczarowują nas przy bliższym poznaniu. Jednak dobrze, że są, bo fascynacje często stają się początkiem życiowych pasji.
Autorytetami bywają rodzice, potem nauczyciele, albo osoby publiczne, które również niekiedy stawiamy sobie za wzory.
Moje autorytety to ludzie z pasją, słuchający własnego serca, szczere, żyjące po swojemu, w zgodzie ze swoimi wartościami, oraz robiące "swoje" bez względu na krytykę i przeciwności. Zawsze odważnie bronią własnych przekonań. To społecznicy, ludzie oddani sprawie, często robią coś "po cichu", nie tylko dla siebie, słuchając serca, bez zabiegania o sławę i pieniądze. Pracują dla wspólnego dobra. Często robią coś dla innych, rzeczy wyjątkowe, poświęcając swój czas i środki, nie oczekując niczego w zamian.
W moim życiu spotkałam kilka takich wyjątkowych osób. Wspomnę tylko o dwojgu z nich: Jerzy Górski z Zielonki, mój pierwszy szef, wydawca ważnych niszowych publikacji, społecznik z niezwykłymi pomysłami, wspierający wszystkich dookoła. Druga osoba, to koleżanka "po piórze" – Barbara Zakrzewska – nauczycielka, poetka, pisarka zakochana w literaturze (jej pomysły/dzieła literackie mnie urzekły), haiku, dzielnie odkopująca i dbająca o pamięć tych, którzy sami się już się obronią. Bardzo ich podziwiam.
KB






Komentarze obsługiwane przez CComment