Zasiadał onegdaj na tronie Jarko I Świątobliwy, z Bożej łaski dziedzic Żoliborza. Natenczas Dönek I Odnowiciel insygnia królewskie we prawicy dzierży. Wielu jest tychże, co stolca owego pragną i wielu sny ma mokre o koronacyi, jeno wieść gminna niesie, iże szyje już krawiec szaty królewskie, albowiem namaszczon i naznaczon już władca kolejny.
Mawiają, iże człek ów Przemko się zowie, a Białek członem imienia jego wtórym. Jakiż tedy przydomek mość jego królewska przyjmie, kiedy rzyć jego na tronie zasiąść raczy? Nabożny? Czcigodny? Gorliwy? W każdem razie wtóry, albowiem Jarko jedno pierwy być może. Po prawdzie tedy nie Przemko królem będzie, a na powrót Jarko, jako i Mateusz onegdaj komesem był jeno, nie królem. Albowiem we kraju owem, gdzie bursztynowy świerzop, dwóch jeno tronu jest godnych i żodyn tronu nie dostąpi, póki obaj na tem łez padole. Różnica jeno między nimi takowa, iże jeden z pierwego, a wtóry ze drugiego stolca rządy swe zaprowadza.
W krainie owej, gdzie bursztynowy świerzop, niełatwa jest królewska dola. Lud na prawice bezczelnie spoziera i na każden krzywy krok królewski. Król były spode łba patrzy królewskiej abdykacyi tęsknie wypatrując. Kanclerz sejfu królowi szczędzi, zaś nie szczędzi mu liberum veto litości żadnej nie mając. Czemuż tedy tylu do tronu pretendentów, kiedy takaż niewdzięczna to dola? Zali władza używką mocniejszą, niźli ducha pokój? Królem wszak na różny sposób ostać można. Choćby pieśni śpiewając. Obaczcie wszak na ciechanowski gród.
Zaprawdę powiadam wam, gród ciechanowski trubadurami stoi. Z grodu owego nade Łydynią wielu wszak sławetnych bardów pochodzi, a sława ich daleko poza ziemię ciechanowską sięga. Tudzież wszak królowa wszystkich królowych Dorka żywot swój młodzieńczy wiodła i stąd we świat szeroki, gdzie bursztynowy świerzop, wyruszyć raczyła, coby natenczas bestyje czworonożne przede człekiem złym bronić. We grodzie owem wszak król rymów Quovadisjaide sery cztery ze diabelskiej karczmy spożywał i za skwerem Tadko Gnatko papirusem kupczył. Natenczas królewna Delicja ku europejskiej krainie wojaż czyni, coby gród ciechanowski na cztery strony rozsławić modłami swemi. A pamiętać nam trzeba, iże onegdaj trupa Columbo szlaki przecierać poczęła, a we trupie owej kasztelan Janko Jędrzej organa dzierżył, jako natenczas kasztelańskie insygnia.
Takiż to królewski artystyczny gród i artystów tudzież w bród. Tudzież stolica najjaśniejszej Rzeczypospolitej być winna i tudzież tron królewski być winien.
Król jeno jeden we kraju owem, gdzie bursztynowy świerzop, a królem owem Robko McŁowicz. Dyspucie to wszak nie podlega. Za niem we do tronu kolejce, acz daleko bardzo, może jeno Robko Lewy, może Iga ze paletkom, li Adaśko Małamysz. Może jakowyś Czarko Paznokieć jeszcze, li inszy Dawid spode Siadło. Królem człek takowy być winien, co inszym obraz jego miły. We piłkę kopaną zacnie grywa, li dalekie telemarki czyni, na człeczym licu uśmiech uczynić potrafi, li dla ucha człeczego głos jego miły, co do tupania nóżką zaprasza. Któren dworzanin i któren poseł takoż umie? Dönek we gałę może i harata, jeno Robko ci on nie jest. Karol może i boksy czyni, jeno koło Endrju ci on nie stał. A jakież talenta Jarko, li Przemko posiada? Jakież Sławko, li Grześko? Artystę nam na tronie trzeba, jako za króla Ćwieczka bywał Ronaldo Regał, Arni Czarnomurzyn, Wacko Gaweł, li natenczas Włodko Załęcki. Może jeno obrazów niechaj nie maluje, albowiem strach. W każdem razie duszy nam trzeba i wrażliwości człeczej, albowiem kiedy króla świerzbi, poddani się drapią.
Acz ze strony wtórej, ci nasi też artyści. Na swój sposób.






Komentarze obsługiwane przez CComment