A teraz coś z zupełniej innej beczki, albowiem jako mawiał Cześko znad Niemna, dziwny jest ów łez padół. Zaiste, gdzież nie spozierać, cuda i dziwy takowe, aże prawice opadają.
Czemuż jankeski pokoju gołąbek, co tyluż bojom odpór dać raczył, co zbawia nas ode złego i nade którem aureola unosi się lśniąca, uparcie przeze collegium Wikingów omijan? Zali żal ci oni jakowyś ku niemu poczuwają? Opamiętać się tedy winni niegodziwcy, albowiem nie wiedzą, cóż czynią. Obaczcie, jakiż człek ów wspaniałomyślny i jakoż poświęcać się raczy dla nas i za nas i za grzechy nasze. Ze diabłem ci on wszak samym cyrograf podpisuje, coby strawa dla dorożkowych koni drogocenna Mordoru opuściła podwoje, a Kozakom kozaczyć broni, coby strawy owej manufaktur nie ruszali. Czyż nie zacny i szlachetny czyn ów? Poza tem obaczcie, jakież mózgowie jego przenikliwe i więcej ci on ode inszych widzi, albowiem któż refleksyą takową chełpić by się raczył, iże coby bojowi zapobiec, ofierze ze łba wybić trzeba odporu dawanie?
Wstydzić się raczcie Wikingowie, albowiem żeście ślepotą naznaczeni.
Kiedy za wielką wodą król jankeski rozpętał pokój, a Ilon Mózg rydwanem lata, we najjaśniejszej Rzeczypospolitej spisek i zdrada! Króla ubić chcą, zakrzyknął marszałek wielki koronny Marcin Kierownik. Wielkie mi mecyje, żachnął się i prychnął kanclerz były Jędrek Kobza. Król zaś niewzruszony beztrosko w berka bawić się począł, jeno do zabawy kanclerza Karola nie zaprosiwszy. Tenże zaś urazy przełknąć nie raczył i na rumaka swego wsiadłszy rzecze, iże we berka bawić się nie zamierza.
W niełaskę za to popadł kołodziej Michał, albowiem mawiają, iże wobec niewiast ci on niegodziwy bywał, a nos jego biały. I zstąpił jegomość o włosach prężnych i kanciastych, we szaty ozdobne wielce odziany. I rzecze Michał, anioł! Schlebiasz mi waćpan, jam Krzyśko z Rutek, rzecze mąż zacny. Pode moją obronę uciekaj się!
Nie każden jednakowoż anioła stróża ma, przeto go na collegium podać można, jako Ryśko Białasa, Jacko z Breslau, li Adiego Jasnopotockiego podali. A pode czyją obronę Kondzio uciekać się pocznie, kiedy mu Złosz-Broniarz każącym palcem sprawiedliwości pomacha? I takoż to się kręci we krainie owej, gdzie świerzop bursztynowy, Kubuś Powiatowy, a Wojtko kowboj wucetowy. Aże liście żółkną i czerwienią, i opadać poczynają, jako prawice człecze, a Celsjusz coraz to nikczemniejszej postury. Zima ku nam bieży, może wymrozi.
Zaprawdę, łez ów padół absurdu mszycą jakowąś obsiadł. Li jakoby pyton ogromny kulę naszą ziemską, jako naleśnik pewno płaską na słoniu, li na żółwia skorupie, oplótł i zaciska coraz to mocniej, coby zdusić ofiarę. Człek zaś, jakoby we przedśmiertnych spazmach agoniji, wije się i skręca beze ładu i składu, mocniej jeszcze we uścisku owym tonąwszy i dech zatracawszy niechybnie. Nadzieja cała we tem jeno, iże człek ponad poziomy wzlatać pocznie, refleksyi światłej dozna i na ślepia przejrzy. Spodziewać się tegoż należy, jako hiszpańskiej inkwizycyi.
Zali zgubieni my?
No raczej. Mimo to zawżdy na jasną stronę żywota spozierać raczmy.





Komentarze obsługiwane przez CComment