ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Mieczysław Fogg w przedwojennym Płocku

W ostatnim numerze TC przedrukowano wywiad Moniki Kubik z Mieczysławem Foggiem, jaki ukazał się na łamach tygodnika 24 czerwca 1988 r., dwa lata przed śmiercią tego wybitnego polskiego artysty. Nie był to oczywiście przypadek, gdyż decyzją Sejmiku Województwa Mazowieckiego Mieczysław Fogg jest jednym z czterech patronów roku 2026 na Mazowszu.

Przy tej okazji jeszcze raz chciałem wrócić do jego biografii, ale ukazując mniej znane jej wątki związane z północny Mazowszem. Dotyczyły one po pierwsze jego bliskiej znajomości z Mirą Zimińską, Płocczanką z urodzenia, oraz jego pobytów na scenie Teatru Miejskiego w Płocku, jedynego przed wojną teatru z prawdziwego zdarzenia w tej części Mazowsza.

Czytelnicy prasy oraz użytkownicy współczesnych mediów chętnie śledzą doniesienia na temat życia prywatnego gwiazd, różne plotki i ploteczki o ich życiowych przygodach, zdradach, romansach, skandalach z ich udziałem, czy zgromadzonym majątku, który – nie wiedzieć dlaczego – bywa dla niektórych wyznacznikiem popularności. Zacznę więc również od plotek, które już przed wojną obiegły całą Warszawę, a z czasem dotarły też na prowincję, na temat romansu Miry Zimińskiej i Mieczysława Fogga, którzy – przypomnijmy – byli rówieśnikami. Ona urodziła się 22 lutego 1901 r. w Płocku, a on 30 maja 1901 r. na warszawskiej Pradze. Kiedy poznali się bliżej na scenie jednego z najbardziej rozpoznawalnych wtedy w Warszawie teatrów rewiowych „Qui pro quo” nie mieli jeszcze trzydziestu lat. Mira była już wówczas od kilku lat rozwódką, po nieudanym związku z Janem Zimińskim, natomiast Mieczysław był zaledwie od trzech lat żonaty z Ireną Jakubowską, i miał rocznego synka, Andrzeja, znanego po wojnie wynalazcę i elektroakustyka. Czy łączył ich naprawdę romans, jak niosła plotka? Trudno powiedzieć, ale na pewno byli przyjaciółmi. Od końca lat trzydziestych dotyczyło to również Tadeusza Sygietyńskiego, z którym potem Mira Zimińska założyła słynne „Mazowsze”. Po wielu latach, kiedy Mieczysław Fogg zmarł, jego wieloletnia przyjaciółka Mira Zimińska wyznała, że „razem z nim spoczęło w grobie wiele tajemnic… także z jej życia”. A skoro to tajemnice, więc wypada je uszanować. Natomiast nie wykluczam, że to właśnie dzięki niej, czy za jej namową, Mieczysław Fogg wraz ze słynnym wtedy w całej Polsce zespołem Chór Dana (wcześniej Coro Argentino V. Dana) pojawił się w Płocku.

Po raz pierwszy przyjechali oni do Płocka 12 lipca 1931 r. i wystąpili przed licznie zebraną publicznością w niedzielne popołudnie. Jak donosiła prasa lokalna, był to jedyny wtedy w Polsce kwintet, który łączył w swoim repertuarze wzory latynoamerykańskie i angielskie z tradycyjnymi melodiami ludowymi (np. pieśniami góralskimi). Na płockiej scenie wykonano cały szereg, popularnych wtedy przebojów, wśród których przeważały melodie oparte na rytmach tanga i bostonu. „Dziennik Płocki” z 13 lipca 1931 r. donosił, że „duże powodzenie towarzyszyło śpiewakowi p. Fog [tak zapisano]”, który wykonał solo dwie piosenki. Jego talent podsumowano krótko: „miły głos barytonowy, umiejętność interpretacji cechowały ten występ”. A więc już wtedy był to taki niepowtarzalny Mieczysław Fogg, jakiego pamiętały potem kolejne trzy pokolenia. Występ Chóru Dana okazał się wielkim sukcesem. Dlatego zrobiono wszystko, co możliwe, aby w niedzielę 20 września 1931 r. kolejny raz ściągnąć ich do Płocka. I znowu „Dziennik Płocki” donosił, że „przepełniona sala teatru świadczyła wymownie, że publiczność nasza rozmiłowała się w tego rodzaju śpiewie jaki reprezentują sympatyczni piosenkarze”. Śpiewane piosenki hiszpańskie i włoskie porwały publiczność na sali, a „Pan Fogg – jak relacjonowano – zbierał huczne oklaski w para nastrojowych piosenkach”.

Kolejny raz deski Teatru Miejskiego w Płocku gościły pierwszy w Polsce zespół rewelersów („hulaków”) w niedzielę 23 września 1934 r. Na łamach „Dziennika Płockiego” pisano, że sala znowu pękała w szwach, a cały występ chóru uznano za „rzeczywiste święto pieśni ludowej dla ludności Płocka”. Szlagiery w wykonaniu Mieczysława Fogga i Adam Wysockiego zostały przyjęte przez publiczność „zachwytem i długotrwałymi owacjami”. O kolejnym występie Chóru Dana w Płocku, ostatnim przed jego wyjazdem do Ameryki, donosiła prasa lokalna z grudnia 1935 r. Występ ten odbył się w Teatrze Miejskim w czwartek 12 grudnia 1935 r. o godz. 20.15. Zespół miał wtedy tylko „jeden gościnny występ”, ale za to z całkiem nowym programem. Zapewne była to ostatnia wizyta Mieczysława Fogga w Płocku, który wykonał na Skarpie Wiślanej swoje słynne tanga „Jesienne róże” i „To ostatnia niedziela”, które przetrwały lata… 

W 1938 r. Mieczysław Fogg odszedł z Chóru Diana i od tej pory śpiewał solo. Występował również w różnych kabaretach, między innymi razem z Mirą Zimińską i pianistą Tadeuszem Sygietyńskim. Wspólne przeżycia i mazowieckie sympatie związały ich na lata. Przetrwały one trudny czas wojny i pozostały żywe aż do narodzin nowej polskiej rzeczywistości po przemianach 1989/1990 r. Kiedy Mieczysław Fogg zmarł, jego przyjaciółka Mira Zimińska wyznała, że „był ostatnim przedwojennym dżentelmenem”. Czyż więc dziwne, że swój wywiad dla Moniki Kubik z TC zakończył w 1988 r. słowami przedwojennego szlagieru „Całuję twoją dłoń madame…”. Taki pozostał do końca swoich dni i takim go pamiętamy.

Komentarze obsługiwane przez CComment