ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Mława w śniegu – 47 lat temu

Miniony tydzień zaskoczył wielu mieszkańców północnego Mazowsza i naszych sąsiadów z Mazur i Warmii obfitymi opadami śniegu i niespodziewanym paraliżem komunikacyjnym. Droga ekspresowa S7 na wielu odcinkach była przez wiele godzin nieprzejezdna, a pociąg, który stanął we worek wieczorem na stacji w Mławie, na dłuższy czas zablokował ruch na kolei. Niekończące się opady śniegu spowodowały, że następnego dnia pasażerowie wysiadający na mławskim dworcu z pociągu Intercity wpadali w półmetrowe zaspy na peronie.

Trwające krócej i dłużej przerwy w dostawie prądu wywołały wielkie zaskoczenie wśród młodych, bo oni jak raz takiego ataku zimy – co raczej w grudniu czy styczniu dziwić nie powinno – nie pamiętali. Od wtorkowego wieczoru do środowego południa na paskach informacyjnych kilku stacji telewizyjnych dominowały wiadomości o cofce we Fromborku, zagrożeniu powodziowym w Elblągu oraz zablokowanej siódemce w województwie mazursko-warmińskim oraz w Mławie. Rzeczywiście miasto tonęło w śniegu przez dwa dni. Czapa śniegowa w niektórych miejscach przekraczała 70-80 cm. Zasypane śniegiem samochody, nieprzejezdne ulice, piesi poruszający się środkiem jezdni. Niektórzy mówili, że to istny „biały armagedon”, a mi przypomniały się podobne sceny z dzieciństwa, i ta niezapomniana zima 1979 r. Ciągle żywa we wspomnieniach wielu osób, ale również uwieczniona na zdjęciach i w kronikarskich zapisach ówczesnego dziekana i proboszcza mławskiego, ks. Stanisława Kutniewskiego. Dziś, po 47 latach, chciałbym je przypomnieć: 

1 stycznia 1979 r. – Nowy Rok rozpoczął się w atmosferze trzaskającego mrozu i obfitych opadów śniegu. Prezes Rady Ministrów [Piotr Jaroszewicz] ogłosił stan klęski żywiołowej. Wiele elektrociepłowni zamarło. Brak paliwa spowodował wielkie zamieszanie w gospodarce narodowej. Ferie świąteczne dla dzieci i młodzieży przedłużono do 7 stycznia z powodu silnych mrozów i sparaliżowania komunikacji na drogach i kolei. 

15-18 lutego – Opady śniegu, wiatry i zawieje przy niskiej temperaturze, do minus 20° C, spowodowały olbrzymie zatory śnieżne na drogach, tak że cały Rynek w Mławie zajęły samochody, które nie mogły wyjechać z miasta, a na drogach setki samochodów ugrzęzły w śniegu, i ludzie pieszo, w śniegu po pas, ściągnęli do Mławy, zajęli wszystkie hotele i internaty, i nie mieli gdzie się zatrzymać. Na plebani mławskiej zamieszkało czterech księży, którzy nie mogli dotrzeć do domów. Byli to: o. Jan Kępka – klaretyn z miejscowości Miedary z diecezji opolskiej i ks. Henryk Kępka, proboszcz z parafii Wozławki, dekanat Bartoszyce, diecezja olsztyńska, którzy wieźli ciało swego ojca do parafii Sarnowo i nie mogli się tam dostać. Zostawili więc ciało w Mławie w kościele św. Wawrzyńca z zamiarem przeczekania złej pogody, i po przenocowaniu w Mławie, wrócili do parafii Wozławki, aby obsłużyć parafię w niedzielę 18 lutego. Nadto na plebanii mławskiej zamieszkał na cztery doby ks. Feliks Szyszkiewicz, wikariusz parafii Szreńsk, i dwie doby ks. Marian Mech, wikariusz parafii Wyszogród. Zawieje mroźne nie pozwoliły im dostać się do miejsc ich pracy. 

Niezapomniana „zima stulecia” 1979 r. uwieczniona na zdjęciach i w kronikarskich zapisach ówczesnego dziekana i proboszcza mławskiego, ks. Stanisława Kutniewskiego

18 lutego – Drogi nadal nieprzejezdne. Na plebanii mławskiej zjawili się podróżujący księża salezjanie – ks. Koronkiewicz Stanisław z Płocka i ks. Skorowski Henryk z ATK [Akademii Teologii Katolickiej], i ks. Wilhelm Faix, augustianin z USA. Wrócili z drogi E81 pod Kosinami do Mławy, aby tu przeczekać zawieje i okres nieprzejezdności drogi. W Mławie olbrzymia ilość ludzi i samochodów. W szkołach zamieszkali podróżni. Na plebanii w sali katechetycznej przygotowaliśmy miejsca na noclegi. Siostry Misjonarki stołowały u siebie i nocowały w domu plebańskim 10 osób lub nawet więcej. Na plebanii jadali posiłki liczni kierowcy. Na apel księdza proboszcza w kościele, liczni parafianie przyjmowali podróżnych do domów i dzielili się posiłkami. Były wypadki zamarznięcia ludzi i śmierci z tego powodu.

19 lutego – Pogoda polepszyła się, mróz zmalał, ale drogi nadal są nieprzejezdne i wielokilometrowe zatory samochodów utrudniają odśnieżenie drogi. Stąd zamieszanie i beznadziejne czekanie nie wiadomo dokąd. Ludzie z wiosek przyjmowali po 20 osób, zmarzniętych podróżnych i kierowców, i dzielili się z nimi wszystkim – mieszkaniem ogrzanym, posiłkiem i życzliwością. To samo było w Mławie zatłoczonej samochodami z różnych stron Polski. Do wieczora jednak stali wszyscy w miejscu, gdyż służba drogowa i MO opróżniła jedną stronę obwodnicy mławskiej do Dreglina, pozostawiając drugą stronę w bezruchu, aby poszerzyć przejazd przez drogę, by dwa samochody mogły się mieścić. Po tym zabiegu puszczą drugą stronę, ale utrudnia pracę brak paliwa i trudności rozruchu wielu samochodów, które zamarzły, a kierowcy skryli się w najbliższych domostwach. Wszyscy czekają na poprawę sytuacji jutro.

20 lutego – Odjechali w stronę Warszawy księża salezjanie i ks. Mech oraz augustianin Wilhelm Faix z USA, który jest profesorem na ATK w Warszawie. Oczyszczono bowiem jedną stronę szosy E81 w stronę Warszawy. W stronę Olsztyna nadal jest zator i trwają pracę przy oczyszczaniu drogi. Ubyło wiele samochodów z Mławy. Mija alarm i powoli poprawia się pogoda. Do Płocka jednak na 6 godzin nauki łaciny nie mogłem pojechać, jak w każdy wtorek [ks. Kutniewski była wykładowcą łaciny w seminarium], bo droga była nieprzejezdna.

21 lutego – Pogoda wyraźnie się poprawiła. Szosa E81 w stronę Olszyna i Gdańska została udostępniona, ale szlak przejazdowy jest tak wąski, że pojazdy samochodowe muszą jechać tylko w jedną stronę. Służba drogowa cały czas kieruje ruchem wahadłowo: raz jadą samochody w stronę Gdańska, to znowu tylko w stronę Warszawy. Zaczęły również kursować pociągi, dotąd zasypane śniegiem na torach. Stacja benzynowa otrzymała wreszcie benzynę z Warszawy, ale można otrzymać tylko mniejsze ilości paliwa z obawy o wyczerpanie się w zbiornikach na stacji benzynowej. Odśnieżanie trwa nadal, ale utrudniają je pojazdy zasypane i pozostające na drogach w śniegu. Sytuację pogarsza zła wola i chuligaństwo rodaków, którzy w wielu pozostawionych samochodach powybijali szyby  i obrabowali wewnątrz pojazdy. Podobno brali się również za demontowanie silników i części samochodowych. Ta przykra sytuacja i trudne warunki w jakich znaleźli się ludzie podróżujący, wyzwoliła w wielu dobro w postaci bezinteresownej pomocy, pełnej poświęcenia i ofiary, w postaci dzielenia się chlebem i dachem nad głową, ale inni znaleźli przy tej okazji sposobność do bogacenia się przez pobieranie wygórowanych opłat za udzieloną pomoc lub co gorsza – przez okradanie pozostawionych pojazdów. Dzięki Bogu, że poprawa pogody sprzyja usuwaniu skutków zawiei i zamieci śnieżnych i powoli zaczynają być przejezdne drogi drugiej i trzeciej kolejności odśnieżania. Niemożliwe jednak jeszcze dziś dojechać do Żuromina i do Szreńska, ani też do Ciechanowa przez Grudusk. Do Ciechanowa trzeba jechać przez Glinojeck. Pomijając jednak aspekt gospodarczy i utrudnienia komunikacyjne, zima tegoroczna jest pełna uroku. Poza miastem widać morze białego śniegu i tylko kępki lasów tworzą plamy na tej bezkresnej bieli. Ludzie starsi przestali też mówić, że przed wojną to były zimy. Okazuje się, że po wojnie też są rasowe zimy.

22 luty – Dziś słoneczna pogoda i brak wiatru wyraźnie sprzyja usuwaniu skutków mroźnych dni i zawiei. Coraz nowe trasy stają się przejezdne. Wczoraj zjawili się księża Jan i Henryk Kępka i zabrali ciało swego ojca z kościoła św. Wawrzyńca, żeby je pochować na cmentarzu w Sarnowie. Dotąd bowiem nie można było żadnym sposobem dostać się w stronę Żuromina i ciało ojca przechowywali w mroźnym powietrzu kościoła cmentarnego. Choć drogi stają się przejezdne, to jednak zwały śniegu nie pozwalają na przedostanie się pojazdów, tak że samochody mają trudności z wymijaniem się i wyprzedzaniem. Można to czynić tylko na niektórych odcinkach drogi. A jednak słońce, operujące coraz mocniej i unoszące się coraz wyżej nad ziemię, zwiastuje już chyba wiosnę i mimo nocnych mrozów do minus 15° C, w dzień wyraźnie topi śnieg i sprawia, że jest go coraz mniej. Boimy się tylko, aby nie przyszły nowe opady.

Na tym kończę kronikarskie zapisy mławskiego dziekana. Opady śniegu, których się lękał, już nie przyszły, ale w marcu przyszła powódź, której chyba najbardziej doświadczył wtedy Pułtusk. W pamięci pozostały mi tylko fragmenty niektórych wydarzeń opisanych przez księdza Kutniewskiego, ale też żywe wspomnienie tamtych dni i ludzi. To co działo się poza miastem, to był dla mnie innych świat. Pamiętam tylko ponad metrowe zaspy śniegu po obu stronach ulicy Reymonta, Żeromskiego i Obrońców Stalingradu, kiedy szedłem rano z mamą do kościoła. Wąskie ścieżki wydeptane w śnieżnych zaspach w parku, kiedy zaczęliśmy chodzić do szkoły. Rzędy samochodów, które zastawiły wszystkie ulice w centrum miasta. Tęgi mróz, lodowiska, ślizgawkę za szkołą, przedłużone ferie – wtedy pierwszy raz w moim życiu – no i ciepły dom, który był ostoją. Z kaflowymi piecami, węglem opalanymi, który jakoś nikomu wtedy nie szkodził i był jednym z najbardziej pożądanych towarów, ale też z tym innym, domowym ciepłem, z niezapomnianą bliskością wielu ludzi, której dziś nie da żadna komórka, internet, pieniądze, zagraniczne wycieczki, wiecznie oczyszczane środowisko i cierpiący świat. Tylko zima od czasu do czasu o sobie przypomina, paraliżuje nowoczesny świat ze swoją sztuczną inteligencją, niemniej jak ten świat z czasów PRL-u, i przede wszystkim uczy życia kolejne pokolenia. Bo natura się nie zmienia, i czy jej będziemy szkodzić, czy pomagać, to ona zawsze da sobie radę i nas zaskoczy, bo wbrew temu, co wielu głosi, ona nas po prostu przerasta. Mława Anno Domini 2025/2026 najlepiej tego doświadczyła, tak jak ta Mława Anno Domini 1979, która pozostaje ciągle żywa nie tylko w moich wspomnieniach.

Komentarze obsługiwane przez CComment