ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Pokój nie jest trefny

W świecie, w którym brylują tacy despoci jak Putin, Trump czy Łukaszenka, to co najbardziej martwi, to realizacja zasady znanej w Ameryce jako "might is right", czyli władza jest racją. To się w angielskim złowrogo rymuje, w polskim nie rymuje się wcale. Ani poetycko ani metaforycznie. I dobrze.

Wierzymy bowiem, że znajdzie się sposób, aby nagiej sile się przeciwstawić. Duże "rozbiorowe" mocarstwa upadły z kretesem, Polska "wybiła" się na niepodległość, Hitler przegrał, wraz z nim jego "tysiącletnia Rzesza", nawet komunizm upadł, do czego przyczyniła się polska "Solidarność".

Przez kilkadziesiąt lat w świecie zachodnim dominowała względnie stabilna, teraz labilna, liberalna demokracja, z takimi wartościami jak państwo prawa i prawa człowieka. Począwszy jednak od 2016 r.tj. od chwili, gdy w Ameryce władzę objął Trump a w Polsce PiS, wszelkie wartości stanęły na głowie. Weszliśmy w świat Orwella: kłamstwa są prawdą, bezprawie prawem, autorytaryzm najwyższą formą wolności. Dotyczy to również kwestii wojny i pokoju. I to nas niepokoi.

Związek Radziecki "walczył o pokój" tyranizując ludzkość, jak trzeba podejmując zbrojne interwencje na Węgrzech, w Czechosłowacji czy w Afganistanie. W 1962 r. o mały włos nie doprowadził do wojny nuklearnej wokół kryzysu na Kubie. Teraz Putin kontynuuje tę politykę. Po wojnach z Czeczenią i Gruzją przyszedł czas na Ukrainę. Pełnoskalową inwazję na suwerenny kraj nazywa "specjalną operacją wojskową" i twierdzi, że to on, drapieżca, stoi po stronie pokoju. Swoim obywatelom zabrania wymawiać tego słowa. Przykład? Aleksandra Skoczylenko, młoda dziewczyna z Petersburga za naklejenie w supermarkecie małej naklejki z napisem "Miru mir" (światu pokój), została skazana na siedem lat kolonii karnej! Nie wolno dziś w Rosji mówić o wojnie, ale o pokoju też nie. Pokój jest trefny.

Podobnie jest dziś w Ameryce. Trump, jeszcze niedawno wypinający pierś do pokojowej nagrody Nobla (na szczęście jej nie otrzymał), w ciągu ostatnich kilku miesięcy zdążył prowadzić działania wojenne w kilku różnych krajach, innym wojną groził a na Iran, wraz z Izraelem, napadł frontalnie, bombardując obiekty wojskowe i cywilne. W dodatku groził, że zniszczy całą, sięgającą wczesnej starożytności, cywilizację irańską. To wzburzyło światłych ludzi w świecie, włącznie z papieżem Leonem XIV. Papież Leon wielokrotnie, zarówno wprost, jak i pośrednio, krytykował wojenną retorykę Donalda Trumpa oraz eskalację działań zbrojnych. A cała sytuacja jest nadzwyczaj ciekawa, bo obaj są Amerykanami i w pewnym sensie walczą nie tylko o rząd dusz w Stanach, ale i na całym globie. Papież jest zwierzchnikiem katolików, gdziekolwiek są, a Trump rozwinął w praktyce "Doktrynę Monroe", tzn. doktrynę dziewiętnastowiecznego prezydenta Jamesa Monroe, przyznającą Stanom prawo do supremacji w Zachodniej hemisferze, dziś rozciągnął na wszystkie kraje. Chce być panem świata. Żądał (i nadal do tego nawiązuje) Grenlandii i Kanady, grozi, że Ameryka opuści obronny sojusz NATO. 

Czeski prezydent, Petr Pawel stwierdził, że "Trump zaszkodził wiarygodności sojuszu bardziej, niż cokolwiek Putin zrobił w ciągu ostatnich kilku lat". Jest ignorantem i arogantem w skali makro. O jego ignorancji w sprawach wojny świadczy choćby wypowiedź, że nikt nie poinformował go jakie mogą być skutki wojny z Iranem. W szczególności, że Iran może zablokować Cieśninę Ormuz i że cała gospodarka światowa może ucierpieć. A przecież każda poprzednia administracja przed tym ostrzegała, to wynikało ze wszystkich odnośnych raportów wywiadu. Których naturalnie Trump nie czytał, bo czytać nie lubi... Ignorancję zaś religijną wykazuje na każdym kroku. Występując na największej uczelni chrześcijańskiej w Ameryce, Liberty University, powiedział zebranym, że przytoczony przez niego cytat pochodzi z Listu Dwóch Koryntian, zamiast... z Listu do Koryntian. Aula wybuchnęła śmiechem. Dziwi się Trump papieżowi, gdy ten wzywa do zakończenia wojny i do pokoju. Nie chce papieża, który krytykuje prezydenta Stanów Zjednoczonych… Twierdzi, że Leon XIV jest liberałem, miękkim wobec przestępców i imigrantów, na polityce międzynarodowej się nie zna. Za to Trump sam uważa się za Jezusa, o czym świadczą grafiki, które poszły w świat. Jest w swojej opinii najbardziej świętym. W Gabinecie Owalnym odbywają się msze, w czasie których Trump jest namaszczanym wodzem wojsk chrześcijańskich. Pastor Paula White porównała jego męki do mąk Jezusa. Bluźnierstwa budzą sprzeciw wiernych i niewiernych, bo to oczywiście nieprawdopodobna hucpa. Ale nie w Polsce, bo polski prezydent ma nieposkromioną ochotę, po porażce Orbana, zostać głównym wasalem i "służebnikiem" Trumpa w Europie. Tym bardziej, że Trumpowi naraziła się jego wierna sojuszniczka, premier Włoch Giorgia Meloni. Odważyła się stanąć po stronie papieża...

Najbardziej głośny sprzeciw wyraził przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej, biskup Antonio Stagliano w artykule pod znamiennym tytułem "Pijany król i trzeźwy pasterz". Trump „chciałby przekształcić wiarę w partyjną broń, Ewangelię w tweeta, moralność w audiencję w kaplicy pogrzebowej". Trump jednak się tym nie przejmuje. Wielokrotnie deklarował: "Bóg jest ze mnie dumny". Jego szef Pentagonu Peter Hegseth zapewniał, że wojna z Iranem jest misją prowadzoną w imieniu Boga i Bóg zawsze błogosławi Ameryce. Biskup zaś wskazuje na "bomby spuszczane na szkoły". I prognozuje: "Bo król pijany samym sobą upada, trzeźwy pasterz kroczy w wietrze".

Przypomina się średniowieczny spór o inwestyturę, pomiędzy papieżem Grzegorzem VII a cesarzem Henrykiem IV. To było w wiekach XI-XII, inwestytura oznaczała możliwość uroczystego nadania urzędu kościelnego, naprawdę chodziło o to, kto ma więcej władzy. W efekcie cesarz został ekskomunikowany i musiał udać się do Canossy. Potem jednak, przez wieki papieże wspierali władców, bo "wszelka władza pochodzi od Boga", władcy zaś wspierali Kościół. Obie strony na tym zyskiwały. Papieże wspierali wojny "sprawiedliwe" oraz krucjaty. 

Począwszy od papieża Benedykta XV (1907-1914), Kościół odchodzi od rozróżniania wojen sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Twierdzi, że "Bellum est malum absolutum" (wojna jest złem absolutnym), oręduje za pokojem. W 1963 r. w słynnej encyklice "Pacem in terris" (pokój na Ziemi), papież Jan XXIII wzywał "wszystkich ludzi dobrej woli" do zakończenia wyścigu zbrojeń. Jego następca Paweł VI wzywał na forum ONZ w Nowym Jorku: "Nigdy więcej wojny! Pokój i tylko pokój musi kierować narodami świata". Jednak już papież Franciszek, kierując się specyficznie pojmowanym wskazaniem Chrystusa i komentując wojnę w Ukrainie, apelował o ewangeliczną "miłość" do agresorów. To spowodowało falę krytyki. Czy pokój ma polegać na poddaniu się agresorowi? Franciszek domagał się "odwagi białej flagi"...

Inaczej stawia sprawę papież Leon XIV w odniesieniu do wojny w Iranie. Domaga się powstrzymania ataków na ten ludobójczy reżim. W tej niewypowiedzianej "wojnie" o pokój zdaje się wygrywać papież. Nie ma wprawdzie "dywizji", z czego ironizował Stalin, ale ma autorytet na wszystkich kontynentach. Amerykańscy katolicy w swojej większości odwracają się od Trumpa, co może poważnie zaważyć na nadchodzących wyborach do Kongresu. Podobnie Polacy w większości nie mają już zaufania do Trumpa i nie przekonują nas zapewnienia prawicowych "trumpologów", że amerykański prezydent tak zręcznie "zarządza chaosem". Chaosu mamy dosyć. Wojny nie chcemy. Ani zbyt silnej władzy. Pokazały to niedawne wybory na Węgrzech. Władza Orbana, wspierana przez Trumpa, Putina i wszechobecną propagandę, upadła z hukiem. To powinno dać wojującym despotom do myślenia. W wielkanocnym orędziu Urbi et Orbi (miastu i światu) Leon XIV ogłosił zwycięstwo życia i miłości nad złem, apelował o pokój na świecie i złożenie broni. I wszyscy tego chcemy. Pokój nie jest trefny. Jest naszym największym dobrem.

Komentarze obsługiwane przez CComment