ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Poradnik bezpieczeństwa

Zaprawdę powiadam wam, trudne czasy na ciechanowskiej ziemi ode roku pańskiego przyszłego. Kryzys nadchodzi niechybnie, jakiem nie widzieli za żywota naszego.

Czas to zaiste trudu i znoju i o przetrwanie boju straszliwego. Dnia pańskiego każdego. Kiedy ostatni słońca promień za horyzontem się skryje, a nieboskłon księżyc jeno oświetli, nie obaczym my trunku złocistego, ni okowity srebrzystej, ni inszej strawy płynnej, co takoż dla ciała, jako i dla duszy miła. Nie nacieszym oczu napitków kolorami tęczy, nie ogrzejem żołądków, ni gardeł, kiedy wiater smaga we zimowej porze, nie poczujem kopa ode prądu kapki. W zapomnienie promile odejdą. Zgubieni my.

Cóż tedy począć? Jako żywot wieść na tym łez padole? Cóż wątroby nasze zaskoczone na dictum takowe? Zali odwodnim się natenczas? Człek wszak nie wielbłąd przecie. Jakież czyny przedsięwziąć tedy, coby wobec trwogi takowej godnie stanąć? Zaprawdę powiadam wam, jest rada. Ewakuacyi chlebak mieć nam trzeba. 

Zaiste, każden sarmata cnotą takową wykazać się winien, coby na godzinę czarną zapasy posiadać. Ode tegoż wszak żywot jego zależy i przetrwania nadzieje, coby próżne nie były, kiedy przyjdzie próby czas. Każden sarmata przezorny, ubezpieczony być winien, coby się ze we nocniku prawicą nie zbudzić. Zaprawdę, ostatni to dzwon we kościele bije, coby zapasy owe zbierać. 

Jeno cóż we chlebaku takowym znaleźć się winno? Wino winno, a jakże! I miód pitny winien, i woda ognista, i trunki i napitki wszelakie rozmaite, we smakach i kolorach różnorakich, coby potrzebom różnym schlebiać i coby nie zbrakło we potrzebie największej. Ekwipunek to wszak podstawowy, co beze niego ani rusz, ni w tę, ni we w tę. Zali wszystko to?

Ano nie wszystko, albowiem coby spożywać w spokoju, chlebak zacnie wyposażyć trzeba. Strawy też nie wadzi mieć, coby zakąska była. Uważać nam jednak trzeba, coby strawa owa ku spożyciu zdatna była przeze czas długi. Cóż jeszcze? Szaty na zmianę, gdyby nam się, nie daj Boże, wylało (Tfu! Na psa urok!). Świecę jakowąś, co się batarejką zowie, coby we chlebaka zakamarkach ciemnych każden trunek przede świtem znaleźć. Multiwihajster jakowyś, coby trunki otwierać, li strawy ukroić, a i wrogom odpór dać, co im naszych trunków spożycie miłe. Radyo, coby komunikatów nasłuchiwać, iże prohibicyi kres nastał. Śpiwór, gdybym we boju ciężkim ze trunkiem polegli. Higieniczne środki, gdybym we boju ciężkim ze trunkiem polegli, acz we inszy sposób. Apteczka, gdy pokuty czas nadejdzie dnia następnego. A i busola przydać się raczy, a ze papirusem naszym osobistym wespół i dukatów sakwą, kiedy we ostateczności karczmy ratunkowej szukać przyjdzie.

Zaprawdę powiadam wam, zacny chlebak rzyć wam uratuje. Wiary tedy po temu nie dawajcie, kiedy prawią wam, iże trwogi nie ma. Jest ci ona, li nie ma, lepiej wszak chlebak mieć, a nie użyć, niźli nie mieć, kiedy potrzeba. Czas jeszcze się ostał, coby chlebak uczynić, acz niewiele ci go natenczas. Trzy jeno miesiące jeszcze żywota znośnego. Miesiąca pierwszego roku pańskiego przyszłego nic już być nie raczy takoż, jako natenczas. Nie masz odwrotu, albowiem tako napisano we piśmie. 

Zaprawdę próba to dla nas. Niejeden sarmata we boju owym ran dozna, niejeden we boju polegnie. Jeno każdego kryzysu kres wszak nadejdzie, a co nas ubić nie raczy, mocnymi nas uczyni. Sarmaty nic nie złamie.

We najgorszem razie abstynentami się ostaniem. 

Komentarze obsługiwane przez CComment