Mawiają, iże nadobne są poniedziałki, albowiem pańszczyznę na powrót odrabiać trzeba. Jeno zaprawdę powiadam wam, i wtorki nie zawżdy zacniejsze, albowiem raz we roku pańskim wtorek poniedziałkiem się jawi.
Człek tedy żurem, jajcami i inszą strawą paschalną obeżarty, aże na pasku dziurkę wtórą uczynić trzeba, ode miodu pitnego i okowity łeb i nogi ciężkie, do lenistwa błogiego człek przeze dni dwa przywyknąć zdążył, ode wtorku czarnego zeszłego ze żałoby narodowej wyjść jeszcze nie raczył, a tu niespodzianie, ni stąd ni zowąd, ze rana samego obuchem człek przeze łeb obrywa, a rękojeść ową żywota proza dzierży. I takaż refleksya człeka nachodzić raczy, iże człek nie wtenczas poczęty – za poźno, coby żywot prosty wieść, za wcześnie, coby go Edko Wąchocki zastąpić raczył.
Jeno zali doprawdy za wcześnie? Czyż nie takoż po prawdzie, iże Edków ci u nas zbytek, albowiem wszyscyśmy Edkami? Każden wszak jakoby golem jakowyś, li insza machina, co niem nie wola wolna z wolna sterować raczy, a program jeno. Dnia każdego miesiąca każdego roku pańskiego każdego jedno wszak i to samo czynim. Czynim owo, coby żywot swój wieść, lecz tedy coby żywot swój wieść, czasu posucha, przeto żywot swój wiedziem, coby owo czynić. I takoż aże do żywota kresu i takoż dziatki nasze zaprogramowawszy, jako i dziatki nasze dziatki swoje.
Zaprawdę, myli się ów, co kontempluje, iże jeno własnym mózgowiem posługiwać się raczy. I ciż, co ze świata dóbr wszelakich korzystają, albowiem we dukaty najbardziej zasobni, po temu właśnie zasobni, iże Edkami są, jeno nowszej generacyi na stałej oprogramowania aktualizacyi. A dwór królewski, a szlachta, zapytacie? No przecież rzec mi chyba nie raczycie, iże szlachcic jeden z drugiem nie programem się kieruje?
Zaprawdę powiadam wam, iże dowód niezbity dictum owego dnia był ostatniego miesiąca trzeciego roku pańskiego bieżącego. Żodyn wszak alchemik, li inszy dziejów prorok, zagadki takowej tajemnej objaśnić nie zdoła, iżem ode Wikingów tedy na tarczy powrócili. Żodyn na niebie i ziemi znak wieszczyć nie raczył takowego kresu, albowiem prawideł takowych posucha, coby implikacyą takowych składowych rachunek nieprawdopodobieństwa się jawił. Niechybnie takoż napisano we piśmie, albowiem człek strzelał, a program kule nosił. A we programie owem nie masz gladyatorów naszych na jankeskiej i na azteckiej ziemi. Nie masz we algorytmie, iże mistrzem jest kraina owa, gdzie bursztynowy świerzop. Nie masz, do kurtyzany nędzy.
Zaiste, we czasach, co natenczas się jawią, ze macierzy wyjść nie sposób, coby na powrót żywot zbieracza i łowcy wieść, za mamutami gonić i we jaskini ogień rozniecać. Nie masz ci u nas pigułki krasnej, nie masz Morfeusza i nie masz wybrańca, co nas wywieść może ze ziemi egipskiej, domu niewoli. Nie masz sposobu, coby bateryją nie być.
Któż jednakowoż programistą? Któż przede matrycą zasiada, mysz we prawicy dzierży, enter ciska? Któż architektem systemu owego operacyjnego, co się jakoż ów łez padół ślepiom naszem jawi? Wiadomym jeno tyleż, iże nie Polak ci on.
Zali my sami, człekowie? Sami sobie zgotowalim ów los, co natenczas miast błogiemu lenistwu zadość czynić, ćwierkania ptactwa pode chmurką słuchać i we obłokach bujać, pańszczyznę odrabiać nam każe? Cóżem sobie uczynili? Czemuż człek człekowi człekiem?
I chyba jeno ów Edko, acz nie człek, bardziej niźli człek wolny.
Acz jeno jedno jawić się raczy dictum takowe, co teoryi mej owej kłam zadawać może.
Egzystencyi ból.






Komentarze obsługiwane przez CComment