I uwolniwszy się ze ziemskich okowów, roków pańskich kopę nieomal czekawszy na dictum takowe, człek po wtóre ku sklepieniu niebieskiemu wojaż uczynił, coby wokół srebrnego Miesiąca gwiezdnym rydwanem pływać.
I tedy przynosić poczęły gołębie pocztowe obrazy przeze camera obscura poczynione, co zapierać poczęły dech we człeczych piersiach i na powrót człek o podboju firmamentu refleksyę czynić począł, albowiem acz mały to krok dla człeka, wielki ci on dla człekości. I tedy księgi człek otworzył, co się społecznymi medyami zowią, coby obaczyć, jako lud się raduje i tedy… zaprawdę powiadam wam, zgubieni my.
Ze każdem kolejnem rokiem pańskiem, mecyją każdą i każdą wieścią na tem łez padole, teorya owa dowodów dostarcza, iże z wolna, acz niechybnie po pochyłej równi człek podąża ku ignorancyi i kołtuneryi otchłani straszliwej i ciemnej jako rzyć. I nie jako rzyć pospolita, a rzyć płaska, na żółwiu spoczywająca, artyficyalnej inteligencyi obrazem poczyniona wedle Staśko Kubryka wzoru.
A cóż za androny i duby smalone waść prawisz, zakrzyknie jeden z drugiem, człek wszak nareszcie szlachcie wiary nie daje, albowiem mózgowie swe otwarł. Ano zaiste otwarł, jeno na takiż oścież, iże przeciąg uczynił i natenczas hula wiater po izbie, aże po ptokach. Natenczas nadalchemik ci on, nadcyrulik i nadastronom, magister magazynier akademiji chłopskiego pomyślunku pode Dunninga-Krugera wezwaniem, oświecon kropek maryażu i kontemplacyi niezawisłej inicyator, praktyk teoretyczny, autor licznych publikacyi we renomowanych społecznych medyach. I zdawać się raczy, iże takem na trakcie owem uszli daleko, iże lokacyę ową przekroczylim, spode której nie masz ci już odwrotu. I nie masz ci chociażby refleksyi kapki, ni zadumy nade dictum owem i nie masz ci człeka, coby tyleż donośnie zakrzyknął, iże dość, cobym krzyk ów dosłyszeli. Zaprawdę powiadam wam, we czarnej my rzyci.
Mawiał onegdaj trubadur słowem rymowanem, iże człek o dobra przyziemne dbać nie potrafi, a pragnie nieboskłon podbijać i dzielić się księżycem. I tedy nie sposób racyi przyznać na takowe dictum. Albowiem czyż gotowi my wyruszać tam, gdzież nie dotarł żodyn człek? Cóż ze sobą zabrać raczym, jakaż oferta nasza dla sfery niebieskiej? Trwoga człeka ogarniać raczy, kiedy refleksya takowa nadchodzi, albowiem czymże człek chełpić się może wobec wszechświata ogromu? Uchowaj Boże, cobym ufoka tam jakiego nie naszli, cobym się wstydu niechybnie nie najedli. Ufok pewno natenczas spoziera na nas i widzi, iże tu żywot, jeno tedy rzecze – cóż to za żywot. Zaprawdę, ledwom wojaż ów poczęli, jeno może już kres winnim uczynić. Na łez owym padole ostać, nosa nie wyściubiać, nie wychylać się. Wpierw ze rzyci owej czarnej wyjść musim.
Zaprawdę ciż, co po księżyca stronie ciemnej bywali, przeze czas ów krótki, kiedy ni widu ich było, ni słychu, łaski ci oni tedy dostąpili. Jaśniej ci u nich tedy było, niźli u nas, po stokroć. I chociaż niczego im widzieć nie było dane, ujrzeć raczyli więcej, niźli człek na ziemi. Spojrzeć ci oni mogli we kosmiczne ślepia, coby w nich blask nieprzebrany obaczyć, kiedy my we słońca promieniach po omacku kroczym. I we ciemności owej, co srebrny glob spowija, wzrok ich wyraźniejszy, niźli nasz we binoklach najtęższych. Zaiste, wyglądać raczym, jakobym ze księżyca spadli.
Świat ów naprzód nieliczni jeno pchają i ciż zawżdy mędrcami się jawili. Natenczas mędrcem każden i każden rydwan swój we inszą stronę pcha. Każden chytry jako Twardowski.
Jeno pamiętać nam trzeba, iże czort nie zapomniał.






Komentarze obsługiwane przez CComment