ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Po co tam polecieli?

„Statek Orion wpadł do oceanu u wybrzeży San Diego zgodnie z planem…”. Gdyby ktoś przeczytał początek takiej informacji, nie wiedząc wcześniej o charakterze tego wydarzenia, mógłby sądzić, że chodzi o jakąś katastrofę. „Wpaść do oceanu” to brzmi poważnie. Ale określenie „zgodnie z planem” już uspakaja i wszystko wyjaśnia. „Załoga misji Artemis II jest zdrowa i bezpieczna – informowała bowiem dalej NASA.

Nie powinien jednak nas już dziwić, ani tym bardziej przerażać język, którym relacjonowano cały przebieg misji Artemis II, bo to była misja kosmiczna – dosłownie i w przenośni. Byliśmy świadkami wielu scen, wydarzeń i faktów nie z tej ziemi. 

Po 50 letniej przerwie czworo Ziemian znów poleciało w stronę księżyca. Nie lądowali jednak na nim, nie było takiego planu. Zbliżyli się tylko na stosowną odległość, sfotografowali go ze wszystkich stron, sporządzili potrzebną dokumentację, wykonali eksperymenty. I szczęśliwie wrócili.

A my wszyscy pozostali Ziemianie, funkcjonujący w pełnej grawitacji, mieliśmy możliwość wszystko to obserwować na ekranach, rozparci wygodnie w swoich ziemskich fotelach. Spokojnie, wierząc, że wszystko będzie przebiegać zgodnie z planem. Przyzwyczaiły nas do tego poprzednie, równie bezpieczne loty i eksperymenty w kosmosie.

Do szczególnie ekscytujących widoków, obok startu i lądowania, należał też moment, kiedy statek kosmiczny z załogą „przepadł” po drugiej stronie księżyca. Trwało to 40 minut. Przez iluminatory Oriona kosmonauci obserwowali z bliska ogromne kratery, rozbłyski meteoroidów uderzających w powierzchnię srebrnego globu oraz spektakularne zaćmienie słońca przez księżyc. Tych fascynujących zjawisk nie można zobaczyć z „ziemskiego padołu”.

Ciśnie się jednak podstawowe pytanie – po co tam polecieli? Wiadomo przecież, że na księżycu nie ma warunków do życia człowieka, nasz organizm nie został zaprojektowany do funkcjonowania w próżni, przy grawitacji wynoszącej zaledwie jedną szóstą ziemskiej. Już wiemy, z dotychczasowych lotów orbitalnych, co mikrograwitacja może uczynić z mięśniami, kośćmi, układem krążenia czy wzrokiem. Ale Europejska Agencja Kosmiczna przyznaje, że mimo doświadczeń z misji Apollo nadal niewiele wiadomo, co dłuższe funkcjonowanie w księżycowej grawitacji może uczynić z ludzkim organizmem, przebywanie w zamknięciu i izolacji oraz zaburzony rytm dobowy, narażenie na promieniowanie kosmiczne i pył księżycowy.

NASA twierdzi, że celem wyprawy jest zdobycie wiedzy niezbędnej do budowy na księżycu bazy, która następnie posłuży do podróży w stronę Marsa. Księżyc, nasz odwieczny naturalny satelita ma stać się właśnie takim portem przesiadkowym dla wypraw w dalsze strony.

To był również lot, który miał przetestować sprzęt. „To byli pierwsi astronauci, którzy odbyli lot tą rakietą i statkiem kosmicznym, podjęli więc znaczne ryzyko w imię zdobytej wiedzy i przyszłości, którą jesteśmy zdeterminowani budować" – ogłosiła Agencja. Artemis II przejdzie do historii wypraw kosmicznych także ze względu na pobity rekord największej odległości, w jakiej człowiek znajdował się od Ziemi - 406 771 km, poprawiając rekord misji Apollo z 1970 r. 

Wracając do Marsa… Jak wiadomo to nasz najbliższy sąsiad, na którym chcemy zbadać możliwości życia człowieka. Misje przeprowadzone przez łaziki Perseverance i Curiosity dostarczyły dowodów na to, że w przeszłości Czerwona Planeta była znacznie cieplejsza i wilgotniejsza, były tam rzeki, jeziora i oceany. Znaleziono organiczne związki węgla, co jest kluczowym składnikiem życia. Naukowcy sądzą, że jeśli istniało tam życie, to najprawdopodobniej przetrwało pod powierzchnią, chronione przed promieniowaniem. Trzeba tam polecieć i dokładnie wszystko zbadać. Może być potrzebna przesiadka na księżycu…

Komentarze obsługiwane przez CComment