ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Czy oni nas zaleją?

Dwa tygodnie temu Unia Europejska podpisywała układ handlowy z krajami Mercosuru (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj) ku wielkiemu niezadowoleniu rolników w Polsce. Sprostujmy – części rolników, bo chodzi przede wszystkim o wielkich producentów rolnych, obawiających się konkurencji z tamtej strony.

Producenci, protestując w centrum Warszawy w swoich wielkich maszynach próbowali zainteresować swoimi obawami mieszkańców stolicy strasząc ich bylejakością produktów rolnych z Merkosuru (za dużo nawozów i pestycydów) oraz kreśląc wizje upadku polskiego rolnictwa, które oczywiście jest najbardziej bio i eko na świecie. Poskarżyli się prezydentowi Nawrockiemu, wpadli bez zapowiedzi „na herbatę” do premiera Tuska, ale go nie zastali, więc sfrustrowani opuścili Warszawę, obiecując, że jeszcze tu wrócą.

Protest przeszedł bez większego echa. Konsumenci w Warszawie i innych miastach nie stanęli murem za polskimi rolnikami. Było trochę smrodu, bo jeden z protestujących podjechał szambem pod dom ministra rolnictwa (który notabene też deklaruje, że nie zgadza się z rzeczonym porozumieniem) i wylał mu pod dom gnojowicę. A właśnie w tym czasie w Brukseli zapadła ostateczna decyzja na tak. Po ponad 20 latach rokowań, negocjacji i uzgodnień z Mercosurem. Wprowadzono wiele regulacji i zabezpieczeń dot. limitów sprzedażowych, wydłużono czas ostatecznego zniesienia ceł, itd. Wszystko po to, aby uspokoić obawy rolników. 

Chociaż rząd Polski (również Francji i 4 mniejszych państw) był przeciw, to większość krajów unijnych umowę handlową z krajami Ameryki Południowej poparło. 

Dla Europy otwiera się chłonny rynek handlowy liczący 250 mln konsumentów w Ameryce Południowej, głównie na wyroby przemysłowe, farmaceutyczne, tekstylne, i inne. Równocześnie uniezależniamy się od Stanów Zjednoczonych pod rządami nieprzewidywalnego Donalda Trumpa. Wspólny rynek UE – Mercosur będzie liczył 700 mln konsumentów, czyli 20 proc. światowego rynku. 

Debata na temat Mercosuru w Polsce opierała się głównie na mitach i emocjach, nie faktach - uważa prof. Sławomir Kalinowski z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. W naszym kraju skupia się ona na rolnictwie, pomijając jej przemysłowy aspekt korzystny również dla nas (jak i całej Europy).

Najczęściej powtarzany mit dotyczy zalewu Europy tańszą żywnością z krajów Mercosuru, co miałoby uderzyć w nasze rolnictwo. - Jest to oczywiście nieprawda - podkreśla prof. Kalinowski i jako przykład podaje wołowinę. Kontyngent na wołowinę to 99 tys. ton rocznie i do tego poziomu będziemy dochodzić przez kilka lat. A w Europie konsumujemy 6,5-7 mln ton wołowiny. To jest zatem około 1,5 proc. tej konsumpcji. Tak niski wolumen nie powinien wpłynąć na ceny wołowiny na naszym kontynencie. Już teraz z państw Mercosuru Europa importuje ok. 200 tysięcy ton mięsa wołowego rocznie. Podobnie wygląda to z drobiem czy cukrem, to są poziomy 1-1,5 proc. naszej produkcji. A w przypadku zbóż kontyngent jest na poziomie wręcz promili produkcji unijnej. To nie są ilości, które mogą zniszczyć ani europejskie, ani polskie rolnictwo. W przypadku produktów wrażliwych, jak wieprzowina czy pszenica, w ogóle nie dojdzie do pełnej liberalizacji – podkreśla profesor z IRWiR.

Ale zupełnie tego wpływu wykluczyć nie można. Polska jest dużym producentem drobiu, największym w Unii i trzecim największym na świecie po Brazylii i Stanach Zjednoczonych eksporterem. Może on doprowadzić do pewnej presji cenowej na producentów europejskich - zaznacza prof. Kalinowski. Pamiętajmy jednak, że w umowie o Mercosur zapisane są bezpieczniki i jeśli ceny spadną o 5 lub więcej procent, to ten import można zatrzymać.

Nie będzie więc zalewu towarów, ani nie będą one „zatrute”, bo każdy produkt, który jest importowany do UE musi spełniać wszystkie te same restrykcyjne normy, które spełniać produkty wytworzone w UE. Na granicy każdą partię produktów żywnościowych można zbadać i jeśli okaże się, że znajdują się w nim pozostałości na przykład pestycydów czy hormonów wzrostu, można zakazać jego importu. Od tego są służby europejskie, również polskie, aby kontrolowały czy te normy są przestrzegane.

Komentarze obsługiwane przez CComment