Anno domini dwa millenia, dwie dekady i trzy roki, nadeszły w najjaśniejszej Rzeczpospolitej i sławetnym księstwie mazowieckim wiekopomne zmiany. Był to czas, kiedy władza jego królewskiej mości Jarko I Świątobliwego z rodu Gęsickich, z Bożej łaski dziedzica Żoliborza, powoli, acz niechybnie, chyliła się ku upadkowi, a do objęcia tronu sposobił się książę kaszubski Dönek.
W owych trudnych czasach, wszak ledwie roków temu dwa dekretem król położył kres zarazie, a u bram Królestwa Moskale napadli na Kozaków, dumny lud Rzeczpospolitej prowadził zażartą dysputę o Bogu, honorze i ojczyźnie, czyli jak mawiał klasyk, najczęstszej przyczynie zgonów pośród szlachty.
Takimiż słowy począł ja roków temu dwa kronikę ową piórem gęsim spisywać. Po cóż pamięcią do czasów owych powracać raczę? Ano po temu, iże zwój ów, któren przede oczami waszemi natenczas, zwojem jest setnym. Zaprawdę, kopę już i dwie ze trzech części kopy zwojów owych we kronice mej uczynione. Coby tedy jubileusz ów uczcić zacnie, setkę symbolicznie spożyć należy. A kiedy setka we głowie zaszumi, tedy nostalgya.
Zwój ów pierwszy, co początkiem był wszechrzeczy, roku pańskiego obraz czynił, co się zowie dwa millenia, dwie dekady i roki trzy. Nastał tedy nowy kasztelan ziemi ciechanowskiej Janko Jędrzej Paluszkiewicz, pośród ludu znany jako pianista. We niełaskę popadł od niepamiętnych czasów zasiadający rządca włości wiejskich Marko z Kiwit, rajców dekretem na Stefko z Pawłowa pomieniony. Gród Piotrowy, pode mera Krzyśko berłem rósł w siłę i zielenił się, czarne złoto po preferencyjnych cenach i kozackie zboże szerokim strumieniem płynęło, a namiestnik księcia mazowieckiego Adam z Truzik dukaty rozdawał na dukty i trakty. Ze ziemi płońskiej wygnany ostał cyrulik Fiołek, cyrulik z grodu Mława popłoch pośród zwierzyny płońskiej siał, mer Nowego Grodu rumaka swego dosiadł po miodu pitnego nadmiernem spożyciu, a lud ze włości sarnowogórskich trwoga ogarnęła, bo oto jastrząb czarny igrał sobie z elektrycznością tuż nade ich głowami. I tedy nadszedł wiec październikowy, co czasem był wolnej elekcji. I obalon ostał król Jarko, a na tronie zasiadł Donald I Odnowiciel. We Sejmie Wielkim okładać się poczęli, ode gaśnic nie stroniąc, a na Macieja Bródkę i druha jego Mario kara boska spłynęła za przewiny dawne. I takoż oto najjaśniejsza Rzeczpospolita i ziemia ciechanowska we miłosierdziu i pomyślności boskiej weszła w nowy rok pański i tedy na rządców, merów, kasztelanów i namiestników blady strach padł. Niechybnie zbliżały się wiece na prowincyi.
Ode dziejów owych pamiętnych, co ludem wstrząsły, minąć raczyły roki pańskie dwa. Przeze czas ów ode wydarzeń owych traumatycznych okrzepli my i do nowego przywykli. Pośród rządców jeno Zdziśko z Ojrzenia uszedł, kasztelan i mer trzymają się mocno, Stefko włości wiejskie królowi jako lew wyszarpał, a namiestnik Adam jako dukaty rozdawał, tako rozdaje. Czas to pośredni, pomiędzy mecyjami, kiedy siły nam zbierać trzeba, coby kolejnym mecyjom czoło niechybnie stawić.
Kanclerz wszak nowy, acz swary stare. Lęki i fobye sarmackie we siłę rosną. Gaśnica Grześko coraz to większa. A króla jankeskiego czynów wieszczyć nie sposób. Zaprawdę, siekiera wisi w powietrzu.
W owych wszak trudnych czasach, kiedy u bram Królestwa Moskale nie zeszli byli jeszcze z Kozaków, dumny lud Rzeczpospolitej prowadzi wciąż zażartą dysputę o Bogu, honorze i ojczyźnie, czyli jako mawiał klasyk, najczęstszej przyczynie zgonów pośród szlachty.






Komentarze obsługiwane przez CComment