Styczeń to dla wielu czas studniówkowych przeżyć i zarazem wspomnień o balach studniówkowych z dawnych lat. O niektórych z nich można było przeczytać w ostatnim numerze TC.
Dawniej, nierozerwalnie związane z przestrzenią szkoły, organizowane na specjalnie na tę okazję udekorowanych aulach, salach gimnastycznych, długich korytarzach, stołówkach szkolnych, ale również z wykorzystaniem sal lekcyjnych dla poszczególnych klas maturalnych. Wpisane w doroczny rytm życia szkoły, obejmowały one zazwyczaj część artystyczną, przygotowywaną przez miesiące, wspólnego poloneza, ćwiczonego wcześniej w ramach zajęć z wychowania fizycznego i na specjalnych próbach, i wreszcie trwający prawie do rana bal studniówkowy, dla wielu pierwszy w życiu i długo oczekiwany. No i oczywiście główni bohaterowie tej nocy – młodzież maturalna, niekiedy z osobami towarzyszącymi, ubrana w piękne balowe suknie, w ciemnych odcieniach, białe bluzki, skrojone na miarę garnitury, białe koszule, muchy i krawaty. To był prawdziwy pierwszy krok w dorosłość i zarazem inicjujący element „maturalnego ceremoniału”, pomijając fakt, że o niektórych mówiono, że „oni to już na studniówce maturę zdali”.
Dlatego dla wszystkich przygotowujących się do studniówki w 1982 r. sporym szokiem było wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Związane z tym wydłużone ferie świąteczne, rygory stanu wojennego, godzina milicyjna, utrudnienia w ruchu i w komunikacji, przepustki dla osób z odległych miejscowości zaproszonych na bal studniówkowy już wcześniej, i do tego niezbyt sprzyjająca aura. Wszystko to powodowało, że kiedy 4 stycznia 1982 r. rozpoczęto zajęcia szkolne (na uczelniach przerwa w zajęciach trwała jeszcze dłużej), a dyrektorzy szkół na specjalnie zwołanych naradach poinformowali grono pedagogiczne o zmianach w organizacji działania szkoły, wynikających z dekretu o stanie wojennym, nikt nie był w stanie powiedzieć co dalej będzie, i czy w ogóle w tym roku odbędą się zaplanowane bale studniówkowe. Po ogłoszeniu w Płocku stanu powodziowego większość szkół średnich zawiesiła zajęcia. W budynkach szkolnych koczowali powodzianie, a lekcje miały tylko klasy maturalne, i to zazwyczaj w budynkach Politechniki Warszawskiej, bo tam nie było studentów. Oczywiście o studniówce w tych warunkach mowy być nie mogło. Również w wielu innych miejscowościach bale studniówkowe zostały odwołane, zwłaszcza wobec odmowy komisarzy wojskowych w sprawie jakichś ulg czy możliwości przedłużenia imprezy. Niepokoiły też „wrogie napisy” wykonane farbą olejną, jakie Służba Bezpieczeństwa wykryła na niektórych budynkach szkolnych (np. na murach „Ogólniaka” w Mławie), czy pojawiające się w szkołach ulotki. Między innymi w holu Liceum Ogólnokształcącego w Działdowie 11 stycznia 1982 r., o czym informowano centralę MSW w Warszawie, przyklejono na ściennie cztery ulotki wykonane na brystolu formatu A-4, ze znakiem „Polski Walczącej”, i o treści w stylu: „Nie straszcie nas kulami. Polakom kule nie straszne…”, „Do twardogłowych! Jak długo będziecie nas kłamać?...” , „Do Młodzieży! Nie o taką Polskę walczyli nasi ojcowie, matki i wszyscy, którzy marzyli o sprawiedliwej Polsce…”, „My demokraci kraju, nawołujemy wszystkich uczciwych, myślących i odważnych obywateli naszego społeczeństwa (…) do wzięcia czynnego udziału w pokojowej walce o najwyższe ideały demokratyczne”. W takiej sytuacji o przychylności władz dla młodzieży mowy być nie mogło, a wszczęte wówczas dochodzenia przyniosły dla niektórych przykre konsekwencje.

Klasa IVa wraz z wychowawcą i dyrektorem podczas studniówki w 1982 r.
Były jednak szkoły, które z tradycją studniówkową w 1982 r. zerwać nie chciały, i mimo wyjątkowych ograniczeń postanowiły zaplanowanych imprez nie odwoływać, tylko zmienić ich godziny, dostosowując się do przepisów stanu wojennego. Jedną z tych szkół i chyba jedyną w ówczesnej Mławie, było Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Wyspiańskiego. Tak zapamiętała tamte dni jedna z ówczesnych maturzystek, Katarzyna Ambroży-Luks, uczennica klasy IVc (matematyczno-fizycznej), której wychowawcą był Wiesław Górecki: „Każdy z nas robił wszystko, aby w to sobotnie popołudnie (studniówka trwała od godz. 14.00 do 22.00) stworzyć wspaniały nastrój, nastrój późnego zimowego wieczoru. Salę dekorowano czym popadło: parasole, prześcieradła, malowidła, siatki wojskowe itp. itd. Okna zasłaniano kocami. Nasze mamy w pocie czoła stały w kilometrowych kolejkach po kawałek materiału na spódnicę, bluzkę czy garnitur. Kryzys dał znać o sobie. Nie zawsze materiału z przydziału starczało na wymarzony krój spódnicy czy bluzki, i nie zawsze buty odpowiadały kolorystycznie do całej kreacji. Na stołach też było ubogo, bo przecież wszystko było na kartki. Każdy z nas z wielkim niepokojem czekał tego dnia. Czuliśmy jakąś niepewność. Jak to będzie? Czy wszyscy dojadą? Obowiązywały przecież przepustki. Czy w końcu ta studniówka w ogóle się odbędzie? Mimo tylu niepewności, wszystko było w porządku. Goście dopisali, a nad całością czuwał pan komisarz miasta – kapitan LWP. Studniówkę przepisowo zakończono o godzinie 22.00, abyśmy do godziny 23.00 zdążyli dojść do domów”.
Również jej szkolna koleżanka z klasy IVa (humanistycznej), Alicja Zębrzuska-Jaguszewska, której wychowawcą był późniejszy dyrektor tej szkoły, Czesław Talarek, na długo zapamiętała tamtą studniówkę, i tak ją po latach opisała: „Uroczystość odbyła się 6 lutego 1982 roku. Wcześniej – 13 grudnia został wprowadzony stan wojenny. Wiązało się to z wieloma ograniczeniami, między innymi z godziną milicyjną, która zaczynała się od godziny 22.00. Z tego też powodu wszelkie spotkania i zabawy nocne były zakazane. Aby tradycji stało się zadość bal odbył się w godzinach od 14.00 do 22.00. Na kilka szkół średnich istniejących w Mławie Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Wyspiańskiego jako jedyne zorganizowało studniówkę. Wśród wielu zaproszonych gości był obecny komisarz wojskowy miasta Mławy, który nie do końca potrafił utrzymać odpowiednią formę. W jego gestii była możliwość przedłużenia imprezy, ale pomimo usilnych próśb uczniów, rodziców i wychowawców nie otrzymano takiego pozwolenia. Młodzież przewidując sytuację, zorganizowała dalszą część studniówki w prywatnych domach. Tego dnia również pogoda splatała nam figla. Na drogach było bardzo ślisko i mieliśmy problemy z dotarciem do miejsc spotkań. Nie kursowały autobusy ani taksówki. Miasto wyglądało jak obumarłe. Kilkukilometrowe odległości pokonywaliśmy pieszo, krokiem taneczno-poślizgowym, w świetle ulicznych latarni”.
Jak więc widać mławska (mazowiecka) młodzież potrafiła sobie z mroźnymi zimami i niemniej mroźnymi panami radzić. Bo studniówka wtedy to było coś wyjątkowego, wyczekiwanego, uświęconego tradycją, pełną młodzieńczej fantazji i żaru młodych serc, których nawet stan wojenny i zimowe mrozy nie miały szans ostudzić. Niezapomniana Studniówka '82. Niestety, nie wszystkim ówczesnym maturzystom, było dane ją przeżyć.
PS. W felietonie wykorzystałem publikację „Wyspiańczycy”, wydaną w 2002 r. z okazji 95-lecia Gimnazjum i Liceum im. Stanisława Wyspiańskiego w Mławie.





![Bogaty Finał w małym Niedzborzu [zdjęcia]](/images/powiaty/mlawa/inne/Niedzborz%20%201.jpg#joomlaImage://local-images/powiaty/mlawa/inne/Niedzborz 1.jpg?width=900&height=675)
Komentarze obsługiwane przez CComment