ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Opętanie

W przeciwieństwie do gospodarki, która radzi sobie nadspodziewanie dobrze i w tym roku będziemy fetować jej buńczuczny awans do grupy G20, polska polityka nie potrafi wyjść z zaklętego kręgu impasu, oraz wzajemnych drastycznych rekryminacji, opóźniających nasz cywilizacyjny i kulturowy rozwój.

Wszystko to razem oddziałuje na nasze relacje, sprawia że czujemy się jak w dantejskim piekle, poziom adrenaliny i kortyzolu nie ułatwia osiągnięcia spokoju, a tym bardziej upragnionej nirwany, do jakiej nasi młodzi (podobno) dążą. Jest raczej jak w dawnej piosence Tadeusza Olszy: nerwy, cholera, nerwy, bez przerwy.

Z tym że codziennie denerwujemy się z innej konkretnie przyczyny. To sprawia że życie polityczne i towarzyskie Polaków bywa nie tylko emocjonujące, ale i intrygujące. A nawet może i frapujące, jak lubił mawiać mój polonista w liceum, naonczas ignorujący zgrzebną socjalistyczną młóckę w dziennikach, za to irytujący się napływem makaronizmów, czyli słów pochodzenia obcego w polszczyźnie, jego prawdziwej ojczyźnie. Moja ojczyzna polszczyzna, powtarzał, wyśmiewając rusycyzmy, germanizmy itp.  W końcu przezwaliśmy go "makaronem" bo zasłużył sobie na to. I wcale się nie obrażał.  Gdyby dziś żył, zemdlałby, porażony wielością anglicyzmów, często kompletnie niepotrzebnych. W mojej dzielnicy prawie każdy sklepik nęci jakąś angielską reklamą albo prowokacyjnym: „Are you ready"? Na pewno zdumiałby się także częstością używania wulgaryzmów, bez których nie obejdzie się dziś prawie żaden film, żadna współczesna sztuka, nawet w niedawnym teatrze telewizji tak było, praktycznie wszędzie. 

Zaskoczyła mnie jednak pani ministra kultury, Marta Cienkowska, w końcu ciechanowianka, gdy na wewnętrznym partyjnym  sabacie ( a może czacie?) popisała się perlistą wiązanką inwektyw, której nie powstydziłby się przedwojenny dorożkarz.

Pani ministra należy, jak wiadomo, do awangardowej partii Szymona Hołowni, Polska 2050, zawirusowanej  sporami o przywództwo. W chwili gdy piszę te słowa (sobota) nikt jeszcze nie wie, co się w tej partii dzieje,  czy Hołownia jest wciąż liderem, czy będą nowe wybory a jeśli będą to czy ograniczone do drugiej tury (bo pierwsza już się przecie odbyła), czy też cała zabawa zacznie się od samego początku i kto w niej weźmie udział. Sam Hołownia jest tym zniesmaczony, ale w żaden sposób nie widzi związku przyczynowego między jakością swojego dotychczasowego liderowania, a sytuacją w partii, przypominającą raczej pandemonium (można to określić znacznie dosadniej ale nie chcę dokładać do tego ciągle kopcącego i gorącego pieca). Mówi o partii, którą sam założył w taki sposób jak gdyby to była jakaś inna partia i jednocześnie nie zostawia na niej suchej nitki. Bo tam trwa ostra naparzanka, wyzwoliły się demony i osiągnięto „poziom opętania". Jeśli tak, może przydadzą się egzorcyzmy? W końcu Szymon jako były ministrant i niedoszły duchowny zna się na nich jak mało kto. Za to Marta Cienkowska wyrzuciła by konkurujące ze sobą osoby "na zbity pysk" i pokazała "jaja". Jak to się zwykle dzieje w oświeconej, demokratycznej partii (bardziej smakowitych "kąsków" nie będę cytował w tej przyzwoitej gazecie). Zresztą, kto wie, może takie srogie kuksańce pani ministry przyniosą lepszy efekt, niż jajogłowe utyskiwania Hołowni. A nawet lepsze niż piękna polszczyzna profesora Bralczyka, także zacnego Ciechanowianina. Ciekawe, co on miałby do powiedzenia w tej sprawie.

Tymczasem opętanie ogarnęło nie tylko polską ale i międzynarodową politykę. Dopiero co zakończyło się Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Gwoździem programu było wystąpienie Donalda Trumpa, prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jak zwykle przyciągnęło uwagę świata, bo ten 79 -letni prezydent aż przez 72 minuty folgował swoim emocjom i zagnieżdżonym od dawna kompleksom, uruchamiając „strumień świadomości", w którym psychiatrzy znajdą niewątpliwie świetny materiał do analizowania  opętania. Tym razem Trumpa opętała głównie Grenlandia. Dowodził zatem długo i namiętnie że ten „piece of ice" (kawał lodu) jemu się po prostu należy, że jeszcze w czasach II wojny światowej Grenlandia należała do USA i Amerykanie niepotrzebnie ją oddali Duńczykom. Oczywiście, wszystko pomylił z kretesem. Kilka razy pomylił Grenlandię z Islandią, ale to można by starszemu panu wybaczyć, co najwyżej Islandczycy będą się ciskać. Grenlandia jednak nigdy w historii nie była amerykańska, chyba że pół Europy miałoby być amerykańskie, bo kiedyś Amerykanie zorganizowali tam desant albo założyli bazy wojskowe. Bazę na Grenlandii mają i dzisiaj, na mocy traktatu z 1951 roku i mogą tych baz mieć ile chcą. Ale Trump chce mieć Grenlandię na własność, żeby pożywić swoje opętane ego, które ciągle domaga się od świata czegoś więcej. Na przykład nagrody Nobla. Skoro jej nie dostał, Trump napisał do premiera Norwegii, że już nie jest zainteresowany pokojem. Może zatem Grenlandię wziąć siłą. Choć tym razem łaskawie obwieścił, że siły nie użyje, ale Europa jest niewdzięczna bo powinna zmusić Danię do wyrzeczenia się wyspy. Przecież Amerykanie płacili 100% na NATO. Jest to tak oczywista bujda, że nawet nie warto tego dementować.  Wszystkie państwa członkowskie łożą na sojusz, choć prawdą jest, że nie zawsze proporcjonalnie do swoich możliwości. W tej sprawie istnieje już nowe porozumienie madryckie, ma być 5% PKB na zbrojenia, Polska już prawie ten poziom osiągnęła.

Mówiąc o Grenlandii Trump nie zająknął się o samych Grenlandczykach. Grenlandia to nie tylko „bryła lodu", lecz największa wyspa świata ze społecznością liczącą kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ci ludzie mają swoją tradycję, swój język, swoją dumę. I oni nie chcą być 51 stanem Ameryki, chcą zachować autonomię.

Wystąpienie Trumpa miało wykazać jaki jest  on wielki i jaką wielką uczynił Amerykę, jak nigdy w historii. Ameryka teraz jest na właściwym kursie, a Europa błądzi. Przechwalał się wynikami gospodarczymi, które wcale nie są imponujące. Nawet Polska ma wyższe PKB i niższą inflację niż USA obecnie. Tymczasem Trump epatował publiczność cyframi, liczbami, które mogłyby zdumieć matematyków. Bo czy cena na mięso może spaść 500 albo tysiąc procent? U Trumpa wszystko jest możliwe. Zwracał się przy tym często do osób które nawet nie były na widowni (Macron, Zełeński, etc). Równie dobrze mógłby zwracać się do duchów. Każdy z którym on się nie zgadza jest „głupi", z szacunkiem wyrażał się tylko o przywódcach Rosji i Chin.

Nastąpiło zatem całkowite odwrócenie wartości, które ceniliśmy w cywilizacji zachodniej. Już nie prawo się liczy, w szczególności międzynarodowe, tylko i wyłącznie siła. I to głównie siła amerykańska. Bo już po Davos, w wywiadzie dla swojej ulubionej telewizji Fox News (odpowiednik naszej „Republiki"), Trump odniósł się pogardliwie do wysiłków sojuszników z NATO. Można by to tak streścić: my (Amerykanie) ich nie potrzebujemy, to oni nas potrzebują. Owszem, kiedyś tam wysłali swoje oddziały do Afganistanu i Iraku, ale trzymali się z tyłu frontu, nie byli tak odważni by walczyć. W swoim narcystycznym opętaniu Trump nie wspomniał o tym, że to Amerykanie poprosili o pomoc, nikt się nie narzucał. I pomogli Brytyjczycy, Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Duńczycy, także Polacy. Wszyscy ponieśli straty. W sumie zginęło ponad tysiąc żołnierzy wojsk sojuszniczych, wielu było rannych i poszkodowanych. Polacy też stracili kilkudziesięciu żołnierzy, wykonywali zadania często w bezpośrednim kontakcie z wrogiem. Premier Wielkiej Brytanii, która straciła najwięcej żołnierzy (po USA) był najbardziej oburzony i sugerował żeby Trump przeprosił. Na ten moment tego nie zrobił. Trump nie przeprasza. W swoim nawiedzeniu i opętaniu Trump jest przekonany że zbawia świat. Ale to opętanie może nas zaskoczyć jeszcze bardziej. Podobno Albert Einstein powiedział kiedyś: „Nie wiem jak będzie wyglądała trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na kije i kamienie". Oby to nie szło w tym kierunku…

Komentarze obsługiwane przez CComment