Jak do tej pory nie interesowałem się dyplomatami, nawet w randze ambasadora. Ojciec mojego znajomego był kiedyś świetnym ambasadorem polskim w Holandii, ale zginął w wypadku na autostradzie w Niemczech, jadąc na własny ślub. Był też pisarzem a jego książki weszły do klasyki polskiego reportażu. Nazywał się Ksawery Pruszyński. Jedyny bodaj dyplomata, którego osobiście poznałem kiedyś w Waszyngtonie, Andrzej Jarecki, był w ambasadzie attache kulturalnym. Ale poza tym był też poetą, dramaturgiem, satyrykiem i tłumaczem. I także zginął w wypadku drogowym, tyle że za oceanem.
To były niezwykle pozytywne postacie. Jedynym zaś jak dotąd negatywnym „wzorem" pośród ambasadorów był dla mnie Andrzej Przyłębski, ambasador Polski w Niemczech, w latach 2016-2022, mąż Julii, tej z Trybunału, z wykształcenia filozof. Potrafił zmyć głowę niemieckiemu prezydentowi, że nie rozumie polskiej historii. Atakował media głównego nurtu, sędziów Trybunału Konstytucyjnego, nawet parlamentarzystów. W krótkim czasie doprowadził do raptownego pogorszenia stosunków polsko-niemieckich, co niekoniecznie jest pierwszym zadaniem dyplomaty, ale co niewątpliwie podobało się Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Przyłębscy byli sztandarowymi postaciami prawicy, choć obydwoje w swoim czasie należeli do Polskiego Związku Młodzieży Socjalistycznej. Andrzej Przyłębski był dodatkowo współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Wolfgang". Cóż, zrobił woltę, jak wielu, nie na darmo przez wiele lat studiował filozofię i to głównie niemiecką.
Okazuje się jednak że wyrósł nam drugi negatywny wzór dyplomaty, tym razem w osobie ambasadora USA Thomasa Rose,a. Ten z pochodzenia Żyd, z zawodu wydawca, w Polsce jest na swojej pierwszej placówce. Niewiele wie o naszym kraju, ale stara się przyjąć postawę namiestnika, w rodzaju byłych ambasadorów carskich czy radzieckich. Starsi pamiętają ambasadora z ZSRR o nazwisku Avierkij Aristow. Współrządził Polską przez całą dekadę w latach 1961-1971, zawsze broniąc interesów Wielkiego Brata ze Wschodu. W jego oczach byliśmy organiczną częścią Wschodu i winniśmy ślepe posłuszeństwo Moskwie. Wsławił się reakcją w 1968 r., po tym gdy Kazimierz Dejmek wystawił „Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Narodowym. Wywarł nacisk na polskie władze, by sztukę zdjąć z afisza, co stało się przyczyną protestów młodzieży, zwłaszcza Uniwersytecie Warszawskim, gdzie wówczas studiowałem. Wydarzenia Marca 1968 przeszły do historii.
Ale historia przełożyła wajchę i mamy inny podkład polityczny, bo należymy do Zachodu. Zgodnie z tym czego chcieliśmy. Ten świat zaczął się rozpadać. Niszczy go narcystyczny prezydent, któremu wydaje się, że jest zbawcą. O jego wyczynach pisałem już nieraz, teraz chciałbym wspomnieć, jak ocenia go nowojorska organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka Human Rights Watch: Trump wykazał się „rażącym lekceważeniem praw człowieka i dopuścił się poważnych naruszeń." Pomimo złej sławy Trump szturchnął totumfackich i zarówno przewodniczący Izby Reprezentantów USA, Mike Johnson jak i przewodniczący izraelskiego Knesetu Amir Oshanna, wystąpili do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z prośbą o poparcie Trumpa w kwestii nagrody Nobla. Przysłali gotowiec, w którym zapisane było mniej więcej, iż Donald Trump jak nikt inny w dziejach świata zasługuje na nagrodę. Wystarczy tylko podpisać...Ale Czarzasty odmówił i uzasadnił, że prezydent Trump, naruszając ustalony ład i prawo międzynarodowe na tę nagrodę nie zasługuje. Trump sam powiedział, że nie jest mu potrzebne prawo międzynarodowe, wystarczy moralność. Czyli odpowiedzialność „przed Bogiem i historią?". Nie wiem zresztą, czy on by przyjął taki zwrot. Może sam jest bogiem? Porównywano go do Nerona i biblijnego króla Nabuchodonozora, a ci władcy i im podobni czuli się bogami.
Neron obrażał się, gdy nie przyznawano, że jest najlepszym muzykiem. W końcu spalił Rzym… Tym razem obraził się ambasador Rose i postanowił zerwać wszelkie stosunki z marszałkiem Czarzastym. Uznał, że wypowiedzi marszałka były „obelgami" pod adresem przywódcy USA. Zaszkodziły „doskonałym relacjom między USA a rządem Polski pod kierownictwem premiera Donalda Tuska". Próbował szantażu sugerując że wycofa amerykańskich żołnierzy z Polski i sprzęt… ale ten wpis w mediach społecznościowych po jakims czasie łaskawie wycofał. Próbował wbić klin między Czarzastego, a resztę koalicji. Jednak Czarzastego poparł premier Donald Tusk upominając ambasadora Rose'a że nie na tym polega partnerstwo, żeby pouczać, tylko na tym, żeby się wspierać.
Z kolei politycy PiS-u poparli ambasadora a zgromili Czarzastego. Patryk Jaki stwierdził, że Trump zasłużył na Nobla, Macierewiecz, że jest to „atak na Stany Zjednoczone", poseł Czarnek też utożsamił Donalda Trumpa ze Stanami Zjednoczonymi i uznał, że musimy poprzeć tego prezydenta (nawet jeśli obraża polskich żołnierzy?), a Mateusz Morawiecki głosi że to „wstyd", że Czarzasty jest marszałkiem Sejmu. Jeśli tak to dlaczego PiS w 2019 r. głosował na Czarzastego jako wicemarszałka? Dlaczego Morawiecki też głosował? Przecież Czarzasty miał wtedy dokładnie ten sam życiorys co później.
Pisowscy prezydenci, poprzedni i obecny, stanęli jak zwykle po drugiej stronie. Choć Andrzej Duda gromił kiedyś UE, że próbuje „w obcych językach wtrącać się w polskie sprawy". Tym razem nic go jednak nie oburzyło, Nawrockiego też nie. Przeciwnie, zainteresował się nagle kontaktami Czarzastego ze Wschodem. Prawicowi prezydenci są mało suwerenistyczni.
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych krytykuje się...ambasadora Rose'a. Politycy wskazują, że ambasador nie może karać za wypowiedzi, które mu się nie podobają. Ambasador nie jest od tego żeby zrywać kontakty z najważniejszymi politykami. Luis Moreno sugerował nawet że Polacy powinni „wykopać żałosny tyłek Rose'a z kraju”.
Być może Donald Trump już nie myśli o Noblu. Stara się pocieszyć w inny sposób. Na przykład zmieniać nazwy wielkich dworców (jak Penn Station w Nowym Jorku) czy lotnisk (Dulles w Waszyngtonie) sal koncertowych (Kennedy Center), zaszczycając te obiekty swoim nazwiskiem. W całym kraju powstają jego rzeźby i pomniki. Na przykład w Miami na Florydzie powstaje złoty posąg "Don Colossus" przed luksusowym hotelem (należącym do Trumpa), Trump National Doral. Rzeźba ukaże Trumpa w garniturze, w koszuli z rozpiętym kołnierzykiem i z uniesioną w górę pięścią. Pomnik będzie wysoki na siedem metrów. W hotelu odbędą się obrady grupy G-20 w grudniu. Na ten ważny ekonomiczny szczyt przyjedzie prezydent Nawrocki. Rzeźba już będzie gotowa. I będzie można salutować. To powinno uspokoić poczucie godności ambasadora Rose'a. Jeżeli jeszcze będzie nadal w naszym kraju…






Komentarze obsługiwane przez CComment