ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Europa pomiędzy zbójami

„Historia jest koszmarem, z którego próbuję się obudzić" - to słynne zdanie Stephena Dedalusa z powieści Jamesa Joyce'a „Ulisses"prześladuje mnie od tygodni. Czy można wyzwolić się z historii? Zapomnieć o nieustannych wojnach, intrygach, zamachach, obozach koncentracyjnych, upadku człowieka?

Zapomnieć się nie da, ale próbowaliśmy w minionych dekadach odkreślić historię od teraźniejszości. Zacząć życie na nowo. Prawie się udało. Prawie robi różnicę. Na naszych oczach mit „końca historii" Francisa Fukuyamy przechodzi do lamusa. Historia nadal ciąży jak chmura gradowa nad teraźniejszością i wraca jak mściwa bogini.

W latach 70. i 80. ubiegłego stulecia Zachód epatował demokracją, praworządnością, przestrzeganiem praw człowieka. Tak się zdawało. Prezydent Carter uczynił Human Rights główną ideologią eksportową USA, i z tym przesłaniem odbył pierwszą wizytę zagraniczną do Polski, wtedy PRL. Potem był polski papież i „Solidarność", reżim musiał się ugiąć. Weszliśmy do struktur Zachodu. Wydawało się, że wzmocniliśmy Zachód o nasze doświadczenia i mamy gwarantowany pokój. Złudzenia prysły. Bo Zachód (w jego dotychczasowej postaci) degraduje się coraz bardziej na naszych oczach.

Jeszcze w latach 80. prezydent Reagan odnosił pojęcie „państwa zbójeckie" („roque states"), do krajów autorytarnych, nie respektujących prawa międzynarodowego, agresywnych wobec sąsiadów. Do takich krajów zaliczał między innymi Iran, Koreę Północną i Związek Radziecki. Pojęcie to nigdy nie uzyskało statusu prawnego, ale przyjęło się szerzej, w kręgach politologicznych. Z czasem, zaczęto do państw „zbójeckich" zaliczać też Rosję, już po przekształceniach ustrojowych. W Rosji opozycja była bowiem coraz bardziej tłamszona, aresztowana i torturowana, ludzie ginęli w tajemniczych okolicznościach. W lutym 2022 r. Rosja rozpoczęła regularną wojnę z Ukrainą, popełniając przy tym wszelkie możliwe zbrodnie, znane nam dobrze z historii poprzednich wojen: bombardowanie miast i cywilnych obiektów, mordowanie cywilów (np. w Buczy, Irpieniu, Mariupolu), gwałty i tortury na kobietach, dzieciach, wywózki do Rosji. Ukraina przeżywa koszmar, który trwa już cztery lata i nie wiadomo kiedy się skończy. Zbrodnie Putina nadal trwają i eskalują. Ostatnio bombardowania celują w wielkie miasta takie jak Kijów czy Lwów, a nawet w pobliże granicy z Polską, co jest prowokacją wobec NATO. Rosjanie testują jak daleko mogą się posunąć. Używają także najnowszych pocisków hipersonicznych Oreszuk, mających zasięg powyżej 5 tysięcy kilometrów i mogących przenosić głowice zarówno konwencjonalne jak i nuklearne. Robi się gorąco.

Ale po zachodniej stronie także nastąpiły zmiany. Głównie w Stanach Zjednoczonych. Nie wiemy czy USA są nadal krajem demokratycznym, czy chcą przewodzić Zachodowi i czy w ogóle chcą pozostać w NATO. W samych Stanach pojawiły się głosy że i Ameryka staje się „państwem zbójeckim". Prezydent Trump zdaje się walczyć z przywódcami islamskimi przyjmując ich filozofię, że aby wprowadzić prawdziwy porządek światowy należy najpierw wprowadzić wielki nieporządek...I wprowadza go zarówno u siebie w kraju jak i na zewnątrz, gdzie tylko może. W kraju wysyła paramilitarne oddziały ICE (Immigration and Custom Enforcement) - policję imigracyjną, do namierzania i deportowania uchodźców. W szczególności takich jak Somalijczycy, których Trump określił jako „śmieci" (dehumanizowanie uchodźców to ulubiona zabawa prezydenta USA). Przy okazji ICE ingeruje w różne wewnętrzne problemy stanowe, ponieważ Trump wysyła ich tylko do stanów rządzonych przez Demokratów (opozycję), chcąc ich osłabić przed tegorocznymi wyborami „połówkowymi" do Kongresu. Funkcjonariusze ICE są źle rekrutowani i wyszkoleni. W rezultacie zdarzają się incydentym, takie jak przed kilkoma dniami w Minneapolis, gdzie Renee Nicole Good, niewinna 37-letnia kobieta, matka trójki dzieci, została zastrzelona na ulicy, rzekomo dlatego że chciała przejechać funkcjonariusza ICE, co jest nonsensem, bo zdarzenie zostało nagrane przez kamery i video w żadnym razie tego nie potwierdza. Kobieta została zamordowana z zimną krwią, cztery przecznice od miejsca gdzie w czasach pierwszej kadencji Trumpa, został zamordowany przez policję George Floyd, czarnoskóry Amerykanin. To spowodowało wielką falę demonstracji w całym kraju. Teraz też są protesty w różnych stanach, nie znane są jednak implikacje polityczne tego zdarzenia.

Trump obiecywał w kampanii wyborczej że będzie prowadził politykę pokojową i że szybko rozwiąże problem ukraiński. Wiemy, że to mu się nie udało. Za to wysłał oddziały do Wenezueli i uprowadził prezydenta Maduro, wraz z żoną, pod zarzutem prowadzenia narkobiznesu. Maduro został przewieziony do Nowego Jorku i tam będzie sądzony. Akcja została przeprowadzona szybko i sprawnie, w taki sposób że żaden żołnierz amerykański nie stracił życia, ale kilkadziesiąt innych osób zostało zabitych. Trump nie konsultował tego wszystkiego z Kongresem, a powinien, na mocy ustawy War Powers Act. 

Jakkolwiek Maduro był dyktatorem, prawo międzynarodowe nie zezwala na samodzielne akcje zbrojne. W czasie konferencji prasowej Trump obiecywał demokratyzację Wenezueli, ale nic nie wskazuje żeby chciał przekazać władzę opozycji, która de facto wygrała wybory. Władza pozostaje w rękach dotychczasowej junty, skorumpowanej do cna, najwyraźniej zgadzającej się aby amerykańskie korporacje zarządzały Wenezuelą i ciągnęły zyski z ropy naftowej. O to tutaj chodziło.

I czym to się różni od poprzednich imperialistycznych akcji amerykańskich w krajach Ameryki Południowej, takich jak Paragwaj, Panama czy Chile? Stara doktryna prezydenta Monroe została przechrzczona na „Donroe Doctrine” (od Donald). A sam Trump, ze swoim monstrualnym ego i narcystycznymi zapędami grozi już interwencją zbrojną innym krajom, takim jak Kolumbia, Meksyk, Kanada czy Iran. Nic nowego, to wszystko już było. Ale są też nowe groźby, takie które mogą wywrócić cały dotychczasowy porządek świata. Trump zagiął sobie parol na Grenlandię, największą wyspę świata. Sęk w tym, że ona od dawna należy do Danii. Rząd USA wysyła sygnały, że albo dojdzie do ugody (sprzedaży), w tej sprawie, albo wyśle tam wojska. Trump zdaje sobie sprawę, że to oznaczałoby koniec NATO (zarówno Dania jak i USA należą do tego sojuszu). Ale Trump nie ma skrupułów. Nie interesuje go prawo międzynarodowe ani żadne inne ograniczenia, poza własną „moralnością", jak to ujął w jednym z wywiadów. A ponieważ on już wiele razy udowodnił, że jej nie ma, sytuacja stała się niezwykle groźna.

Europa jest obecnie ujęta w „dwa ognie". Z jednej strony Rosja, dążąca do zaboru Ukrainy i dekompozycji Unii Europejskiej, z drugiej strony Stany Zjednoczone, sojusznik, mogący stać się wkrótce nieprzyjacielem. Trump i jego akolici już wielokrotnie interweniowali w różnych krajach europejskich na rzecz radykalnych sił prawicowych, między innymi w Polsce. W nowej strategii bezpieczeństwa USA Unia Europejska postrzegana jest jako wróg, konkurent Ameryki. Potencjalnie bowiem może odgrywać rolę mocarstwową. A tego ani Rosja ani Ameryka sobie nie życzą.

Tym bardziej zatem, Europa - jeśli nie chce powtórki z „koszmaru historii", powinna liczyć na siebie, poprzez solidarność, prawo i etykę, wartości humanitarne. Powinna bronić zarówno Ukrainy jak i Grenlandii. Wielkie wyzwania budują wielką siłę. W tym mieści się i polska szansa.

Komentarze obsługiwane przez CComment