I nadszedł kres. I wypełniło się, co było napisane, albowiem taka jest wola boska. I jako napisano w piśmie, wszystko kres swój mieć musi i nic po wieki wieków trwać nie może. Nietrwała natura tegoż świata, chyżo bieży czas i lata, przeto niechybnie do kresu zmierza to, cóż początek onegdaj swój miało. Tako i natenczas kres nadszedł i na nic lament i łamanie rąk. Nadejszły ostatki.
Zali kres to kar-nawału, kres niełaską spłynięcia, losu nieprzychylności, opatrzności antypatyi kres? Doprawdy ostatki to już cierpienia ludu uciemiężonego na ciechanowskiej ziemi i we krainie owej całej, gdzie bursztynowy świerzop, i na całem owem łez padole? Li łudzim się jeno i płonne nadzieje nasze, albowiem los nasz już przesądzon i pokuta nam straszliwa pisana przeze grzechy nasze, com uczynili?
Zaprawdę, czas już łepetyny popiołem posypać pokornie. Czas nam pasa zacisnąć. Czas rachunek sumienia uczynić. Wielki przede nami pokuty czas, co jednakowoż pokoju czasem być winien. Nam odpocząć trzeba, albowiem zbytek ci u nas mecyj wszelakich, trwogi i sensacyj. Zbytek ci u nas smuty, grand i swar nadobnych, awanturników, wichrzycieli i prowodyrów. Pokoju błogiego nam trzeba, cobym sił nabrać mogli, coby na powrót ze losem parszywym się zmierzyć niechybnie.
I boćków nam już wypatrywać trzeba. Przebiśniegów, przylaszczek i zawilcy. Pączków pierwszych, bazi, żab, jeży i borsuków. Żmij, komarów wytęsknionych i robactwa wszelakiego. Wiosny nam już trzeba, Marzenny zatopionej, Celsjusza pokaźniejszego i promieniowania superfioletowego na lico nasze. Coby na powrót żywot znośniejszym się jawił. I coby nadzieja była.
Nadzieja, iże jakoś to być raczy. Iże spokornieje król jankeski, zejść raczy łaskawie ze piedestału, co samże sobie postawił, machać zaprzestanie mytem swem i przyrodzeniem i prawicę wyciągnąć raczy ku maluczkim, coby zaczątek współpracy poczynić. Nadzieja, iże boju kres nastanie u bram najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a pokój ów pokojem prawym będzie i tedy pokutę uczyni agresor, jako sprawiedliwość żądać raczy. Nadzieja, iże we niełaskę popadną ciż, co patologyę głoszą, wobec inszych nienawiść i ciż, co mędrca szkiełkiem i okiem gardzą. Nadzieja, iże na ciechanowskiej ziemi, jakoż i na każdej inszej, zgoda nastanie i uścisną sobie prawice wrogowie zaciekli. Nadzieja, iże zacnem będzie rokiem pańskim rok pański bieżący. Nadzieja, głupców macierz.
Co dla jednych kresem, inszym początkiem się jawi. Kiedy bowiem ostatnie już telemarki sędziwego mistrza Kamila z Toch widzieć nam przyszło, na pierwsze łowy młodzieniec Tomko Kacperasiak wyrusza i ze trofeum pierwszym powraca dumnie, i nic to, iże mawiają, iże trofeum trefne. Nie lękajcie się, albowiem kres zawżdy jest początkiem, acz nie zawżdy wiedzieć nam dano, czegóż. Obaczcie jeno, wszak nie lękał się kasztelan pułtuskich włości kresu posługi swej obwieścić we pułtuskiej kasztelanii. Jakoż i nie lękali się ze pułtuskiego grodu rajcy bractwa swego kresu, albowiem insze ci u nich przyszłych dziejów powidoki. Nie bój żaby, rzec by można, albowiem żaba we wodzie nie bodzie. Nie bój żaby, ni Krzaczastego.
Kres zawżdy nastać musi i nie masz ci niczego, cóż kresu nie uświadczy. Li to mecyje, dobra wszelakie, żywot człeczy, czyny, krainy, li świat cały. Ze prochu powstać raczyło, we proch się obróci. A co się obróci, na powrót powstać raczy, acz insze. Takiż recykling.
Albowiem kres zawżdy początkiem jest.
Jeno cóż, jeśli początkiem... kresu?






Komentarze obsługiwane przez CComment