Powiadam wam, wżdy żywota dokonać raczymy. U progu miesiąca dziesiątego roku pańskiego każdego, kiedy liście z drzew lecą jakoby obietnice z ust możnowładców, refleksye poczynić nam trzeba nade marnością i ulotnością żywota człeczego. I tedy winien i ja zamilknąć przeze chwilę choćby i we zadumie się pogrążyć, jeno tedy kronika owa oczom waszym jawić by się nie raczyła. Ażem się wzdrygnął na myśl o takowym dictum. Tegoż uczynić mi nie wolno, albowiem kiedy mi już zamilknąć na wieki przyjdzie, jeno we kronice owej pamięć po kronikarzu ostanie. Zaprawdę, jedyny to ku nieśmiertelności trakt.
Rozbłysną dnia pierwszego miesiąca dziesiątego blaskiem świec smętarze, na traktach dorożek tyle, iże porachować nie sposób, a dla koni strudzonych postoje pode nekropolijami areną się staną zmagań donioślejszych, niźli niejedne igrzyska. Człek człekowi miejsce zająć raczy, jeden wtóremu konie wystraszy, inszy kląć pocznie, iże nieboszczycy pokoju dostąpią, a człek żywy jako zawżdy wojować musi. Takiż oto paradoks, iże jakoż opętany człek gna ku tym, co już spieszyć się nie muszą.
Jeno za smętarza murem czas jakoby zwalnia. Spoczywać tamże raczą mędrzec obok chłopa, rządca przy poddanym, możny z ubogim, a ziemia pytać nie raczy, któren ze którym trzymał, jakież stronnictwo jego i ileż lajków pode zapiskami swemi uciułał. Kostucha demokracyi zadość czyni, acz osobliwie. Wieców nie czyni, ni koalicyi, ni opozycyi się nie kłania, a kiedy przybywa, legitymacyi nie pożąda, o zasługi nie pyta i nie dba, iże kadencyi to nie kres, li reforma napoczęta.
Obaczcie, żywot wiedziem, jakobym czasu zbytek mieli. Swary i waśnie toczyć raczymy, mięsem miotamy, słowa ostre jako brzytwa ku bliźniemu ciskamy i każden zachód słońca tracić raczymy na racyi swej dowodzenie. Zali u kresu drogi dyplom jakowyś daruje nam kto za tryumf ów? I myśli tedy człek, iże przedzwoni, odwiedzi, przeprosi, ale milczy aparat, wrota na cztery spusty zamknięte, aże dnia pewnego na smętarzu jawić się raczy mogiła kolejna, a na niej znaki wyryte. Imię, nazwisko i roki dwa, pomiędzy któremi cały człeczy żywot. Tyleż spraw, tyleż historyj, tyleż niewypowiedzianych słów.
Każden człek kronikę ma swą, jeno nie każda piórem gęsim spisana. I we tem pociecha jedyna wobec przemijania trwogi. We tem, iże ostawić po sobie może więcej coś, niźli rachunki do zapłaty, li swary do rozstrzygnięcia. Ostawić może dobroć. Ostawić może zacność i szlachetne czyny. Ostawić może wspomnienie, które lico uśmiechem uświęca, miast ulgą, iże wreszcie zamilkł.
Zaprawdę, kiedy już każden z nas mogiły bliskich swych odwiedzi, świece zapali, kwiecie postawi i we zadumie się pogrąży, niechaj do izby powróciwszy numer takowy wykręci, coby ze tym się połączyć, kto głosu jego czeka, niechaj samotnego odwiedzi, niechaj dobre słowo podaruje temu, któren jeszcze posłyszeć je może. Świecę postawić można po śmierci, jeno ciepła za żywota oddać się już nie da nazad.
Nie w samej śmierci trwoga największa. Prawdziwa zgroza we tem, iże żywot cały przeżyć możem, nim zdążyć raczym po prawdzie żywot począć.






Komentarze obsługiwane przez CComment