ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Duma i poniżenie

W swojej najnowszej książce ("Polskość. Prawdziwa historia tego kim jesteśmy") Kamil Janicki pisze, jak bardzo jesteśmy z siebie dumni. Wiedziałem, że duma nas przepełnia jak słoik z miodem, nie myślałem jednak że aż tak bardzo. Emocje narodowe badane są co kilka lat w tak zwanym Światowym Sondażu Wartości. I jesteśmy tam liderami!

Pedagogika wstydu nie przyniosła efektów, czego się obawiała prawica. Nie mamy rażących kompleksów. Tak się wydaje. Żaden kraj (poza Polską) nie przekroczył łącznego wyniku 90%. Natomiast aż 94,9% Polaków stwierdziło "jestem dumny", przy czym 62,8% odhaczyło nawet odpowiedź "bardzo dumny". Sąsiedzi wypadli gorzej: Niemcy (27%), Litwa (26%), Czechy (28%), jedynie Rosja wyróżniła się na tym tle (69%). Dla porównania, Amerykanie gdzie władze nieustannie bombardują obywateli hymnami na temat "wielkości" i "najlepszości" kraju, wykazali się także gorszym od nas wynikiem 78%.

Polska jest po prostu gigantem i fenomenem w dziedzinie dumy narodowej. I ja też jestem dumny z tego, że jesteśmy aż tak dumni. 

Ale z czego jesteśmy szczególnie dumni? Na przykład z kulturowej wyższości. Na Zachodzie praktycznie się nie zdarza, by większość populacji uznała swoją kulturę za dominującą. We Francji, której kultura była obiektem westchnień ludzi z całego świata przez wieki, tylko 36% orzekło że "nasza kultura przewyższa pozostałe". W Zjednoczonym Królestwie było to 46%, a w Niemczech 47%. Tylko w trzech krajach kontynentu większość niż połowa respondentów uznała swoją kulturę za dominującą: w Norwegii (58%), Czechach (55%) i Polsce właśnie (też 55%). Jeśli chodzi o pychę Norwegów, Janicki przypisuje jej źródła temu, że śpią na ośmiu miliardach baryłek ropy naftowej. Ropa teraz, w tych trudnych czasach, może być bardzo kulturotwórcza! Czechów szanowny autor nie"psychoanalizuje" (zwłaszcza, że nie czują się specjalnie dumni, ale za to lepsi), natomiast przyczyny polskiej wyższości kulturowej upatruje za etnografem Janem Bystroniem w zjawisku "megalomanii narodowej", ponoć promowanej od dawna przez nowożytną szlachtę. Pamiętam - szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Promowano mesjanizm, mesmeryzm, wizje lepszego kraju, narodu, języka. Polska miała być krajem umiłowanym przez Boga, "Chrystusem narodów". Ta fala megalomanii narodowej według Bystronia przybrała jeszcze na sile po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. A teraz uczymy dzieci w szkołach według szlacheckich wzorców. Z drugiej jednak strony, mało doceniamy autentyczne dokonania w obszarze kultury. Praktycznie nie czytamy polskich noblistów ostatniego półwiecza: Miłosza, Szymborskiej, Tokarczuk. Dla niektórych byłaby to czynność wstydliwa, poniżająca. Gdy Olga Tokarczuk otrzymała Nobla w 2019 roku, ówczesny minister kultury Piotr Gliński zapewniał, że broń Boże żadnej książki tej pani nie przeczytał. Minister kultury chwalił się nieznajomością kultury! Mógł sobie pozwolić ponieważ znał swój naród, dumny i chmurny, wiedział że nie zechcą otworzyć umysłów. Popierał niewiedzę i ignorancję, podobnie jak teraz Donald Trump który mówi: ignorance is bliss (ignorancja jest błogosławieństwem). Trump dodaje, że on wprost kocha niewykształconych (wiadomo, łatwiej im wcisnąć kit).

A jakie były inne powody dumy narodowej, oprócz poczucia wyższości kulturowej? Na przykład 24% odczuwa dumę gdy polscy sportowcy osiągają dobre wyniki, 18% odczuwa dumę "zawsze, stale, bez żadnego powodu", zaś 9% gdy słyszy za granicą dobre opinie o Polakach (sam się poczułem dumny, gdy król Norwegii Haakan VII zaliczył Polskę do grona pięciu najważniejszych sojuszników, obok Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Kanady; zaś ambasador USA Thomas Rose, ciągle stawia nas za wzór gdy zwraca się do europejskich przywódców). Prawie nie było odpowiedzi odnoszących się do historii, bohaterstwa Polaków (wymieniłbym Tadeusza Kościuszkę), cech charakteru Polaków (jesteśmy gotowi "i do szabli i do szklanki"), pozycji kraju w świecie ("stale rosnącej"), albo warunków życia nad Wisłą (choć nigdy jeszcze przeciętnemu Polakowi nie żyło się tak dobrze jak obecnie, wolimy narzekać). Najczęściej pojawiało się stwierdzenie: czuję się Polakiem bo mówię po polsku. Jestem stąd, mówię po tutejszemu, jestem Polakiem i jestem dumny. I już. Mało istotny jest szacunek dla obowiązującego prawa i dla rządzących instytucji. Dla nas Polakiem jest tylko ten, kto się tutaj urodził, 83% odpowiedziało, że trzeba mieć tu przodków. Inaczej niż większość Europejczyków. Na przykład we Francji oraz w Niemczech uważa tak 48%, w Szwecji jedynie 22%. W większości krajów europejskich o przynależności do wspólnoty decyduje obywatelstwo, u nas narodowość. W prawicowych mediach i na forach stale obecny jest temat "obcego" pochodzenia na przykład polityka, który nawet urodził się w Polsce, ale "ma krew" żydowską czy ukraińską. Efekt jest taki, że każdego kogo nie lubimy z uwagi na jego poglądy albo orientację seksualną odsądzamy od czci i gotowi jesteśmy zabrać mu ojczyznę, wysyłając do Moskwy, Berlina, Kijowa czy Izraela. Coraz częstsze są napady na Ukraińców w Polsce. Janicki pisze, że "polskość uważamy za cechę niezbywalną i… niezdobywalną". 

Na temat plusów dodatnich i plusów ujemnych Polaków można by nieskończenie. Raczej nie mamy dobrych charakterów, więc się tym nie chwalimy. I słusznie. Jesteśmy swarliwi, gderliwi, świętoszkowaci, ksenofobiczni, każdy ustrój uważamy za przemocowy, zarazem ponad połowa Polaków czeka na nowego marszałka na białym koniu. Uważamy, że jak tylko obalimy ten rząd, następny będzie idealny. A potem będziemy obalać następny...Zresztą, zarówno w rządzie jak i w opozycji mamy nowe, ostre podziały.

Wystarczy popatrzeć na naszych "bohaterów". Jest Karol Nawrocki, prezydent. Jego głównym zadaniem jest właśnie obalić rząd i zmienić ustrój. On ma swojego idola za oceanem, którego usiłuje wiernie naśladować. Cokolwiek zrobi Trump jest idealne, w każdym razie da się zawsze wytłumaczyć interesem amerykańskim. Nawet jeśli większość Polaków widzi, że jego działalność nie bardzo rymuje się z polskim interesem. Choćby ciągłe umizgi do Putina, nazywanie go "humanitarystą" (co jest humorystyczne), zawieranie transakcji handlowych, znoszenie sankcji, twierdzenie że to Ukraina winna jest całemu złu świata (ostatnio wyższych cen paliwa). Sprawa jest wielce poważna bo jeśli Trump zdecydowałby się na "strategiczne przesunięcie zwrotnicy", tzn. ścisły alians Ameryki z Rosją, Putin- Trump swamp (bagno), "nową Jałtę", to przy całkowitym wojskowym uzależnieniu Polski od Stanów, skutki tego mogłyby być dla nas tragiczne. Amerykanie mają dobre powiedzenie: don't put all your eggs into one basket (nie wkładaj wszystkich jajek do jednego worka - mogą się rozbić). A taka jest obecna polityka Nawrockiego i prawicy, wspomaganej mniejszymi idolami jak Robert Bąkiewicz (kosynier prezesa), ten co miecz i kosę trzyma w jednej ręce a krzyż w drugiej), czy Grzegorz Braun, miłośnik "rosyjskiego gazu o poranku" (jego słowa) i przeróżnych happeningów, które nie służą polskiej dumie lecz poniżeniu.
Bo też od dumy do poniżenia nie daleka jest droga.

Komentarze obsługiwane przez CComment