W miniony weekend, tradycyjnie w ostatnią niedzielę października, cofnęliśmy wskazówki zegarów o godzinę. Tym samym wróciliśmy do czasu zimowego, co ponownie ożywiło dyskusje, czy taka zmiana dwa razy w roku przynosi realne korzyści i czy nie jest już tylko anachronizmem. Pozostawiając te spory specjalistom, chciałem dziś spojrzeć nieco w przeszłość i przypomnieć, jak nasi przodkowie mierzyli kiedyś czas, a dokładnie jakimi miarami dzielili dobę.
Zadanie to jest o tyle łatwiejsze, że już blisko 30 lat temu miary czasu i przestrzeni na Mazowszu od XII do połowy XVI wieku szczegółowo omówił w swojej pracy doktorskiej („Człowiek średniowiecza wobec czasu i przestrzeni”) profesor Grzegorz Myśliwski z Uniwersytetu Warszawskiego, syn zmarłego niedawno wybitnego pisarza, Wiesława Myśliwskiego. Warszawski historyk zwrócił uwagę, że w średniowieczu istniały na Mazowszu dwa podziały doby: jeden oparty na zjawiskach przyrodniczych i powtarzalnych działaniach ludzkich, a drugi – na sztucznych jednostkach miar, nawiązujący do siedmiu godzin kanonicznych oraz do rzymskiego podziału na 12 godzin dziennych i 12 godzin nocnych.
Pierwszy podział – podobnie jak w innych regionach Polski – opierał się głównie na pozornym ruchu słońca, na cyklu trzech posiłków, porze nocnej oraz zwyczaju zapalania pochodni. W źródłach średniowiecznych przełom nocy i dnia był określany jako brzask (łac. „aurora”). Po nim następował poranek (łąc. „mane”), z kolei czas między porankiem a południem nazywano w języku staropolskim „przedpołudniem” (łac. „ante meridiem”) lub „przedobiedziem” (łac. „ante prandium”). Czas po południu zwano analogicznie „poobiedziem” (łac. „post prandium”) lub „popołudniem” („post meridiem”). Wieczór opisywano jako „czas wieczerzy” lub „czas nieszporów”, po czym nastawał zmierzch (łac. „crepusculum”). Sam zachód słońca (łac. „occasus solis”) utożsamiano z momentem zapalania pochodni/świateł (łac. „incensio luminis”), natomiast noc określano po prostu jako „czas nocny”, „nocna rzecz” lub zwrotem „w nocy” (łac. „noctu”).
Niemniej ważny – jak wynika z kościelnych źródeł sądowych oraz dokumentów notarialnych – był czas odmierzany siedmioma modlitwami brewiarzowymi. Ten cykl godzin kanonicznych rozpoczynał się od jutrzni („matutinum”), biegł przez cztery kolejne pory modlitw („prima” – poranna, „tertia” – przedpołudniowa, „sexta” – południowa, „nona” – popołudniowa), aż po nieszpory („vespera”), odmawiane godzinę przed zachodem słońca, oraz kompletę („completa”), czyli modlitwę po zachodzie słońca, przed snem. I tak notariusz publiczny Mikołaj Henrykowic 29 grudnia 1346 r. „w godzinie tercji”, w domu kantora płockiego Andrzeja, stwierdził zgodność z oryginałem dokumentu biskupa chełmińskiego Wernera. W tej samej porze – również w „godzinie tercji” – 30 września 1402 r. biskup płocki Jakub z Kurdwanowa ustanowił cztery nowe mansjonarie w katedrze płockiej podczas posiedzenia kapituły katedralnej. Z kolei 27 listopada 1442 r. w Płocku, ale już w „w godzinie nony”, notariusz publiczny Bartłomiej spisał przebieg sprawy kleryka Jakuba, uwięzionego przez władze miejskie pod zarzutem kradzieży. Inny z notariuszy płockich, Jan syn Franciszka z Proszowic, w „godzinie tercji” sporządził dwa testamenty: 11 października 1492 r. Anny, wdowy po brukarzu Wojciechu, a 15 września 1495 r. – mieszczanki płockiej Elżbiety Mydelnikowej.
Ponieważ wezwaniem na poszczególne modlitwy było bicie w dzwony, w aktach kapituły katedralnej płockiej stosowano też określenia takie jak: „na pierwsze bicie dzwonu”, „na drugie”, czy „na trzecie”. Ta metoda odmierzania czasu przetrwała w tradycji do dziś. Dawniej wiązała się z trzykrotnym zwoływaniem na modlitwę „Anioł Pański” – rano, w południe i wieczorem. O ile ze szkoły niemal każdy pamięta wersy Kazimierza Przerwy-Tetmajera „Na Anioł Pański biją dzwony…”, o tyle warto wspomnieć, że również w wierszach Władysława Broniewskiego powracał ten sam motyw. Bicie dzwonu na wieży zegarowej na Wzgórzu Tumskim, stanowił jeden z najważniejszych elementów jego wspomnień z dzieciństwa i zarazem fundament jego tożsamości.
Przywołane księgi sądowe dowodzą również, że już w średniowieczu znano na Mazowszu podział godzin na wzór rzymski. Przed sądami często toczyły się postępowania przeciwko sprawcom, którzy dopuścili się przestępstw „około godziny pierwszej w nocy”, „po drugiej”, „koło godziny czwartej w nocy”, czy „o godzinie siódmej”. Tak precyzyjne określenie czasu wymagało użycia zegarów mechanicznych. Profesor Grzegorz Myśliwski wspomina w tym kontekście o zegarze, który przed 1567 r. znajdował się na ratuszu płockim. Dodam, że już w 1533 r. podobny zegar został zainstalowany na kościele parafialnym w Szreńsku. Fakt ten odnotowano w tamtejszej księdze radzieckiej, badanej swego czasu przez profesor Agnieszkę Bartoszewicz z Uniwersytetu Warszawskiego. Zapewne fundatorem tego zegara, a także organów, które pojawiły się we wspomnianym kościele rok później, był ówczesny wojewoda płocki i właściciel miasta, Feliks Szreński, jedna z najbogatszych i najbardziej wpływowych postaci na ówczesnym Mazowszu. To również dzięki zegarowi mechanicznemu, działającemu w Warszawie, znamy dokładną godzinę śmierci księcia Stanisława. Zmarł on w poniedziałek przed uroczystością św. Wawrzyńca, czyli 4 sierpnia 1524 r., o godzinie piątej po południu. O kulisach tego wydarzenia, a także o zgonie jego młodszego brata Janusza – ze szczególnym uwzględnieniem wątków północnomazowieckich – opowiem w kolejnym felietonie.






Komentarze obsługiwane przez CComment