ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Partia Wazelina

Donald Trump jest tak kolorową postacią, że ogniskuje uwagę nie tylko Amerykanów, ale praktycznie całego świata. Tego jeszcze nie było. Są ludzie, którzy zakładają się o duże pieniądze jaki kolejny kraj teraz napadnie, bo jawią się różne opcje.

To może być Iran, w kierunku którego już płynie armada statków i lotniskowce, albo Kuba, skoro Trump obwieścił, że z jednej strony jest to kraj upadły, z drugiej zaś, że stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla Stanów Zjednoczonych. Mało to logiczne, ale bardzo w stylu Trumpa. Przypomina się kryzys kubański z października 1962 roku, gdy Amerykanie odkryli wyrzutnie rakiet atomowych na Kubie i ówczesny prezydent USA John Kennedy zagroził tak poważną retorsją, że Nikita Chruszczow, radziecki sekretarz generalny pierwszy nie wytrzymał napięcia i „mrugnął" (blinked first, jak mówiono potem) i wycofał rakiety z wyspy.

Ale Trump to nie Kennedy, który miał jasną hierarchię wartości i potrafił być konsekwentny. Trump ma swoje poranne opinie, ale się z nimi wieczorem nie zgadza, dlatego zmienia je co drugi czy trzeci dzień, ku uciesze jednych a utrapieniu większości. Zatem to może być Kuba, bo Marco Rubio, jego sekretarz stanu, ma kubańskie pochodzenie i od dawna jest „jastrzębiem" gdy idzie o relacje z Kubą, ale ten kraj obecnie nie ma żadnego możnego protektora. Korzystał wprawdzie na relacjach z Wenezuelą i z wenezuelskiej ropy, ale po uprowadzeniu Maduro to eldorado się skończyło. Ropa przestała płynąć i kraj ma poważne problemy z energią i z całą gospodarką. Nikogo w Waszyngtonie nie przeraża. Wszystko wskazuje na to, że Ameryka Trumpa chce zwasalizować wszystkie kraje południowoamerykańskie, bo ten proces już się rozpoczął. Reżimy pro-trumpowskie istnieją w Argentynie, Paragwaju, Chile czy (ostatnio) Wenezueli. Ale tak znaczące kraje jak Meksyk czy Brazylia zachowały niezależność i to się Trumpowi nie podoba. Meksykowi już groził, również Kanadzie. Zapowiada się nowa wojna handlowa między oboma krajami, tym bardziej że premier Kanady Marc Carney nie przestraszył się Trumpa, w Davos wygłosił rozsądne przemówienie, popierające Europę i państwa średnie, zagrożone przez politykę mocarstw, a jednocześnie zamierza podpisać umowę handlową z Chinami. To spowodowało że i Carney jest teraz na celowniku Trumpa.

Trump ma wielu adwersarzy, wewnątrz Stanów i poza nimi. W kraju wysłał bojówki ICE do Minnesoty i natrafił na opór. Po zastrzeleniu Renee Good oraz Alexa Prettiego, dwoje młodych cywilnych Amerykanów, opór społeczny rozszerzył się na cały kraj. Również popularni artyści zaktywizowali się chyba najmocniej od czasów Wietnamu. Robert de Niro nie zostawia na Trumpie suchej nitki. Słynny kompozytor Philip Glass wycofał premierę opery „Lincoln" z Kennedy Center, waszyngtońskiego centrum kultury, które teraz nazywa się w pełni Trump-Kennedy Center. Przeciwko tej zmianie nazwy protestuje wielu artystów, między innymi poprzez odmowę występów na tej scenie. 

Wznowione zostały słynne amerykańskie protest-songi, pieśni zaanagażowane, reprezentowane przez twórczość takich gwiazd jak Joan Baez, czy Bob Dylan. Ostatnio wielką popularność osiągnął song w wykonaniu Bruca Springsteena „The streets of Minneapolis"("Ulice Minneapolis), miasta gdzie demonstracje nadal trwają, rozbijane przez „prywatną armię króla Trumpa", jak śpiewa Bruce Springsteen. Obrywają też dziennikarze, pomimo swobód konstytucyjnych, wyrzucani z pracy, przenoszeni na gorsze stanowiska albo nawet aresztowani. Chris Madel, republikański kandydat na gubernatora Minnesoty zrezygnował w proteście przeciwko polityce Trumpa. Powiedział, że nie mógłby spojrzeć w oczy dzieciom, gdyby nie zaprotestował w sytuacji gdy na ulicach zatrzymuje się ludzi wyłącznie w oparciu o kolor skóry czy wygląd. Nawet republikanom takie praktyki się nie podobają.

W Europie Trump też wiele namieszał. Dopiero co mieliśmy wielki spór o Grenlandię, wcale jeszcze nie zakończony. Jak powiedziała premier Danii Mette Frederiksen, jeżeli Ameryka siłą przejmie Grenlandię będzie to koniec NATO. Ale tym Trump się nie przejmuje, wprawdzie w Davos wycofał się z opcji militarnej, ale dobrze wiemy, że jeszcze może zmienić zdanie, bo ciągle się odgraża że tak czy inaczej swój cel osiągnie. Trumpowski ruch MAGA, to prawicowy ruch rewolucyjny, zmierzający do zmiany świata, poprzez wykorzenienie wartości liberalnych. Trumpiści popierają populistów i nacjonalistów w Europie w nadziei, że oni rozbiją Unię Europejską. Rozbicie Unii i NATO działa wyłącznie na korzyść Władimira Putina, to spełnienie snów. Trump stara się mu dogodzić jak może, dosłownie wychodzi z siebie. Ostatnio powiesił nawet zdjęcie z Putinem, zrobione w czasie sierpniowego spotkania na Alasce w Białym Domu. My się z tego śmiejemy, nas nic już nie zdziwi. Jednak te amerykańskie interwencje w Europie nie podobają się nawet politykom prawicowym we Francji, w Niemczech, czy w Danii. Jeden z nich, duński eurodeputowany do PE powiedział głośno żeby się Trump od Europy „odczepił".

W Polsce są politycy, którzy nie mieliby nic przeciwko zwasalizowaniu Polski. Już w PRL krążył żart, że najlepiej byłoby wypowiedzieć wojnę Ameryce, potem szybko się poddać i zostać kolejnym stanem USA. Wtedy to było zrozumiałe, tkwiliśmy w szponach komunizmu. Teraz Polska jest niepodległym krajem. Z tym że po akcesji do UE „polski orzeł ma dwa serca", jak napisała kiedyś pewna niemiecka gazeta. Jedno bije dla Unii, drugie dla Ameryki. Partię, która najbardziej utożsamiana jest z Unią, czyli KO, Jarosław Kaczyński wielokrotnie przezywał „partią zewnętrzną", że niby odbiera polecenia z Brukseli i Berlina. Pomimo tego, że Polska weszła do Unii dobrowolnie, po przeprowadzonym referendum. Zaś polityków podpisujących się pod każdą decyzją Trumpa określa się często jako lansujących konstrukcję "osła trojańskiego" (nie konia), zainteresowanych psuciem Unii i doprowadzeniem do jej rozpadu. Jak na razie oba serca „biją", ale na dłuższą metę będzie to raczej niemożliwe. Polska musi wybrać.

Tymczasem Jarosław Kaczyński i jego pisowscy akolici zorientowani są na pełny, wasalny sojusz z Trumpem, co Trump powie to święte. Nie protestowali gdy zamierzał dokonać inwazji Grenlandii, tłumaczyli go pokrętnie, sugerując że o „bryłę lodu" nie warto kruszyć kopii. Nie protestowali gdy Trump w wywiadzie dla swojej ulubionej telewizji Fox News stwierdził, że Ameryka nigdy nie potrzebowała sojuszników z NATO, i że oni w Afganistanie pozostali trochę poza linią frontu. Powiedział to człowiek który umiał wywinąć się od wojska i który nigdy nie powąchał prochu, a jednocześnie potrafił wielokrotnie mieszać z błotem bohaterów wojennych, takich jak Marc Kelly, tylko dlatego bo domagali się przestrzegania procedur przez Pentagon. Trump znieważył wojska sojusznicze, w Polsce gromko protestowali generałowie, ostro wypowiedzieli się premier Tusk i minister Sikorski. Prezes Kaczyński nabrał wody w usta, prezydent Nawrocki powiedział kilka okrągłych słów (jest przekonany że Trump o Polsce nie myślał), były prezydent Duda stwierdził, że Trump... nie ma za co przepraszać. Kaczyński już zadeklarował że polska powinna uczestniczyć w trumpowskiej Radzie Pokoju i wpłacić „skromną” składkę w wysokości 1miliarda dolarów za tę przyjemność. Jak na razie tylko Węgry i Bułgaria zapisały się do tej Rady w Europie. Może Trump o niej zapomni?

Od dawna zastanawiam się na ile politycy PiS oraz szeroko rozumianej prawicy, poprzez swoje oryginalne podejście do chrześcijańskiej koncepcji „miłości bliźniego" rozwadniają i demontują doktrynę chrześcijaństwa… Ale to temat na głęboki esej.

Pewne jest że po zdemolowaniu wymiaru sprawiedliwości, nie mają już wiele wspólnego z prawem, tym bardziej ze sprawiedliwością. Może powinni zmienić swój polityczny brand? Proponuję swojską nazwę Wazelina. Wtedy będą już mogli bez żadnego skrępowania kłaniać się w pas swojemu zamorskiemu idolowi, nawet gdy wypowiada herezje.

Komentarze obsługiwane przez CComment