ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Polskie zdrowie, czyl jest dobrze ale nie beznadziejnie

Koniec czerwca, lato się zaczyna, piękna pogoda, chciałoby się wyjechać na wyspy, a tu wyskoczył temat brzydki jak pęcherz na szyi - nieprawidłowości w publicznym zdrowiu.

Niby już wiele o nich wiemy, nie dziwi nic, a jednak wyczyn jednego młodego lekarza nie tylko przyciągnął uwagę mediów, polityków i szerokiej opinii publicznej, ale - kto wie, może mieć rewolucyjny potencjał.

Ten wyczyn stał się głośny - to zdolność wydojenia obecnego systemu i zarobienia fortuny w warszawskich szpitalach. Chodzi o lekarza Davida Kacprzyka, który po ukończeniu stażu podyplomowego, ale przed uzyskaniem specjalizacji (z anestezjologii i intensywnej terapii), zakosił prawie dwa miliony złotych, głównie jako koordynator SOR w Szpitalu Południowym (ale równolegle, choć nie tak imponująco w Bródnowskim). W chwili gdy to piszę, nie są jeszcze znane wszystkie układy, nie wiemy kto tam "na górze" o tym wiedział a nie powiedział, jakkolwiek pewien zwolniony z tego szpitala ordynator informował ponoć Urząd Miasta... Tłumaczą się politycy z pierwszych stron gazet. To co już wiemy zmraża krew. Ten 29-latek był nie tylko lekarzem, ale także radnym PO (dzielnicy Ursus), szefem partyjnej młodzieżówki, wypracowując prawie 4000 godzin w roku, w jednym szpitalu! Człowiek maszyna! Pracował dzień i noc, na okrągło, świątek, piątek. Nic dziwnego że kupił Porsche, mieszkanie i jeszcze odłożył prawie milion na czarną godzinę. Gdy sprawa się "wysypała", "skorygował" 33 faktury i oddał pół miliona szpitalowi. To nie wyczerpuje sprawy. Został usunięty z PO i z młodzieżówki, przestał być radnym, stracił pracę. Prokuratura będzie badała przebieg jego pracy tu i tam, wszystkie oszustwa których mógł się dopuścić. Nawet po odliczeniu pieniędzy, które oddał, zarobić ponad milion baniek w ciągu roku to też nie orzeszki ziemne, to też pewnie było nieuczciwe. 

Kariera medyka, jakkolwiek krótka, mogłaby być kanwą dla filmu sensacyjnego, albo długiego reportażu. Bo system pozwala na odlotowe kariery i trzeba ten system zmienić. Ktoś musiał przymykać oko, jedno, potem drugie. Zarówno zarząd, jak i rada nadzorcza lecznicy zostały wymienione. Trzymali doktora na kontrakcie, pomimo tego że szpital "jechał na stratach". A mogli go i powinni potraktować jak rezydenta, miałby umowę o pracę, dostawał wynagrodzenie miesięczne, kilkanaście tysięcy od Ministerstwa Zdrowia. Skoro jednak wydawał się polityczną gwiazdą, osadzoną w establishmencie, wolno mu było więcej, dużo więcej... Na przykład pobierać pieniądze za dyżury, których nie pełnił. To może być kryminalna historia...Ale i polityczna. Ten kazus pokazuje jak w soczewce nieprawidłowości systemu. I dalsze możliwe reperkusje kadrowe. Opozycja ma używanie. Dla nich to nowe "ośmiorniczki", twierdzą, że rząd Tuska rychło się wywróci. Nie sądzę. Każdy kto żyje w tym kraju wie przecież, że zdrowie publiczne chore jest w Polsce od dawna i że "system" został skonstruowany przez poprzedników, tak aby oni, licząc na polityczną nieśmiertelność, mogli na tym skorzystać. I korzystali. Mąż pani marszałek Elżbiety Witek dwa lata spędził na IOMIE w Legnicy, choć był śmiertelnie chory i powinien leżeć w hospicjum. Zajmował miejsce, które mogło być wykorzystane przez innych pacjentów. Jarosław Kaczyński kilkukrotnie przebywał w szpitalach, zawsze zajmując nie tylko cały pokój, ale i całe piętro. Gdy miał mieć operację, dyrektor szpitala przyjeżdżał do niego do domu, razem z kulami. Szpital gdzie był operowany otrzymał, w dowód wdzięczności ponad piętnaście milionów zł. Wszyscy wiedzieli, że "pierwsze kolano Rzeczpospolitej" należy traktować z najwyższą atencją. A ponieważ Kaczyński operował też drugie kolano, niektórzy zastanawiali się tylko - czy to drugie to wciąż jest "pierwsze". Ale Kaczyński zawsze był na specjalnych prawach, co znakomicie uwiecznił Kazik w piosence "Twój ból jest lepszy, niż mój", będącej zadrą dla pisowskiego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Najlepszych dziennikarzy wyrzucili wtedy z pracy (albo sami odeszli). Parlamentarzyści PiS zaś, tacy jak marszałek Senatu Stanisław Karczewski, spokojnie dorabiali na szpitalnych dyżurach, zarabiając ponad 400 tysięcy złociszów ekstra. 

Kazus Kacprzyka rzucił też snop światła na zarobki lekarzy w Polsce. Takich przypadków zapewne jest więcej. Generalnie, młodzi lekarze mogą szybko stać się milionerami. Niektórzy tego nawet nie ukrywają. Na przykład, tu na Mazowszu działa Michał Burczy, ma 32 lata, jest ortopedą i jednocześnie kieruje dwoma szpitalami powiatowymi, niedaleko Warszawy. Oba szpitale są zadłużone na ponad 20 milionów złotych. Dr. Burczy w 2025 r. zarobił ponad 2 miliony 600 tys. zł, czyli ponad 220 tys. miesięcznie. Jednak większość lekarzy zarabia mniej, większość w granicach 15-20 tys. miesięcznie. To wynika z grafików Ministerstwa Zdrowia. Sama ministra Sobierańska-Grenda, kierując poprzednio Szpitalami Pomorskimi, zarabiała w granicach pół miliona rocznie, ostatnio w ciągu siedmiu miesięcy 2025 roku zarobiła około 700 tys. zł. Czy okazała się szczególnie sprawcza w reformowaniu systemu? Wątpię.

Rząd dopiero teraz postanowił zbadać zasadność lekarskich wynagrodzeń, uchwalając ustawę, która umożliwi dostęp do tych informacji według numeru PESEL. Ciekawe, że nie było ani jednego parlamentarzysty, który by w tej sprawie był przeciw (jakkolwiek prawie wszyscy, poza dwoma (Kownacki i Wróblewski), posłowie PiS wstrzymali się od głosu.

Rząd nominalnie łoży na zdrowie każdego roku coraz więcej. Dużo więcej niż poprzednicy. Ale rośnie też gospodarka i w przełożeniu na PKB nie jest to już tak różowo, to niecałe 7%, mniej niż w większości krajów Unii Europejskiej. Inną kwestią jest wykorzystanie tych środków. Jeśli gros pieniędzy ma pójść na wynagrodzenia lekarzy i pielęgniarek, ile zostanie na nowoczesny sprzęt, wreszcie na badania i diagnozowanie pacjentów? Zbiórki organizowane przez Owsiaka czy Łatwoganga wszystkich luk nie załatają. Można powiedzieć, że sytuacja materialna i status lekarzy bardzo się poprawiły. Lekarze nie muszą wyjeżdżać za granicę. To bardzo dobrze, lekarze powinni zarabiać godnie. Ale sytuacja pacjentów przez to nie poprawiła się wcale, niektórzy twierdzą nawet że się pogorszyła. Nadal musimy czekać miesiącami w kolejkach. W szpitalach powiatowych brakuje specjalistów, są zadłużone, likwidowane są porodówki. Jakość świadczeń medycznych jest często kiepska.

Przy okazji afery Kacprzyka pojawił się temat "saloniku dla VIP-ów". Podobno taki istniał w Szpitalu Południowym, podobno bo władze miasta temu zaprzeczają twierdząc że lekarz ewentualnie "organizował" go na własną rękę, w pomieszczeniu przylegającym do szpitala Centrum Leczenia Kręgosłupa. Większość z nas się przeciw takim udogodnieniom dla VIP-ów buntuje. Jak to, jest przecież zasada równości w prawie, prawda? Ale niektórzy, jak na przykład wybitny profesor hematologii Wiesław Jędrzejczak (to on przeprowadził pierwszą w Polsce transplantację szpiku), uważają, że w tych sprawach równości być nie powinno. Niektórzy płacą większe składki na ubezpieczenie, ich czas jest często bardziej cenny niż dla przykładu emerytów, którzy nie mają już "nic do roboty"… Takich dylematów jest w zdrowiu publicznym więcej, jak choćby kwestia chorób rzadkich. Są niebywale drogie w leczeniu, a cenne środki pomagają relatywnie niewielu.

Zdrowie publiczne to temat drażliwy, wybuchowy (popatrzmy na sytuację w Mławie). Ale to nie tylko szpitale i przychodnie, to cała polityka państwa, która może się wyrażać w propagowaniu pewnych artykułów żywnościowych, czy w uregulowaniach podatkowych. Aż 50% naszej populacji ma nadwagę. W 2022 r. cukrzycę rozpoznano u ponad 3 mln osób. Dlaczego? Bo system nie wspiera rozwiązań prozdrowotnych. Dla przykładu polski system podatkowy okłada wodę butelkową 23% VAT, ale gdy wlejemy do niej 20% zagęszczonego soku owocowo-warzywnego, napój jest obłożony 5% VAT. Wiele osób, w tym mnóstwo dzieci, jest uzależnionych od cukru. Cukier powoduje nadwagę, a ta wiele chorób.

Rząd Tuska, jeśli chce przetrwać, będzie musiał reformować zdrowie publiczne w taki sposób, aby na pierwszym miejscu postawić pacjenta. Pacjent, jeśli poważnie chory nie może długo czekać. Stawiajmy też na profilaktykę. Bo na tym polu każdy z nas może uczynić wiele. Choćby usunąć złe nawyki. Najlepszym lekarzem dla nas możemy być my sami. 

Komentarze obsługiwane przez CComment