Zaprawdę powiadam wam, nadejszła ci ona. Wyczekiwana wielce i utęskniona przeze księżyca zachodów wiele, coby nas wywieść z ziemi zmarzniętej, ze domu niewoli i coby nas zbawić ode mrozu złego.
Obserwuję politykę z mojego fotela jako zjawisko społeczne, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Trochę jak widowisko sportowe, gdzie zawodnicy przez czas dłuższy walczą ze sobą przy zachowaniu wszelkich reguł walki, po czym niespodziewanie jeden z nich albo obaj przechodzą na wolną amerykankę, pozbawioną jakichkolwiek reguł. Wolno gryźć, kąsać, kopać, walić butem (polskim czy niemieckim), a nawet pozbawić wroga głowy, co się ładnie nazywa dekapitacją.
Po ubiegłotygodniowej wędrówce śladami dawnej Kolei Nadwiślańskiej, dziś wracam do skarbów kultury polskiej północnego Mazowsza. Kiedy ostatnio opisywałem wojenną wędrówkę kielicha i pateny Konrada Mazowieckiego, to wspomniałem, że w wiklinowym koszu Berty Thiergart, w którym zabytki te w styczniu 1945 r. zostały wywiezione z Płocka do Bielefeld, znajdowała się również herma świętego Zygmunta.
Cieszymy się, gdy wreszcie zbliża się do nas ta pora roku… Tropimy, fotografujemy i chwalimy się każdą dostrzeżoną oznaką wiosny. Szczególnie raduje nas wszelkiego rodzaju ptactwo, które o tym sygnalizuje, jak na przykład przylot pierwszego boćka do gniazda w Szulmierzu czy zaloty pary żurawi na bagnach nadnarwiańskich.
Zasiadał onegdaj na tronie Jarko I Świątobliwy, z Bożej łaski dziedzic Żoliborza. Natenczas Dönek I Odnowiciel insygnia królewskie we prawicy dzierży. Wielu jest tychże, co stolca owego pragną i wielu sny ma mokre o koronacyi, jeno wieść gminna niesie, iże szyje już krawiec szaty królewskie, albowiem namaszczon i naznaczon już władca kolejny.
Ograniczone interwencje zbrojne, jak eufemistycznie nazwali je władcy, Putin i Trump, przeradzają się w prawdziwe wojny, z domieszką religii. Zatem święte wojny. Można zapytać czy polskie plemiona nie ustawiają się do podobnej zwady, każde cytując wyższe, patriotyczne racje. I ukrywając polityczne interesy. Święte, nieświęte? Jakby powiedział nieodżałowany profesor Stanisławski, to eschatologia stosowana - nieustanny etos o wyższości jednych świąt nad drugimi. A właśnie się do ważnych świąt sposobimy.