Zaprawdę powiadam wam, najjaśniejsza Rzeczpospolita dla najjaśniejszych sarmatów jeno, zakrzyknął Robko Bździszewicz krużganek oświaty we prawicy dzierżąc na podatnym gruncie. I obaczyli światłość ową waćpan dorodny jeden z drugiem i wyszli, siłki opustoszywszy, ustawki zawiesiwszy, zasiłek wziąwszy i z pieśnią miłosierną na ustach ku miedzy się udawszy, w pogardzie mając tnące szpony duchoty, sarmackich przodków wobec inszych spolegliwość, Janko Lenina imaginacye i Czereśniewskiego, pilnować coby im Kargul Germanin pola nie zaorał na dwa palce i Zenko śniadego inżyniera nie podrzucił, co im Pawlaczkę podprowadzi.